Velka Destna - Góry Orlickie
-
DST
108.00km
-
Teren
30.00km
-
Czas
06:47
-
VAVG
15.92km/h
-
Podjazdy
2350m
-
Sprzęt Górska szosa
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przyszedł czas na pierwszy porządny dzień kręcenia po górach w Kotlinie Kłodzkiej. Przynajmniej tak mi się wydawało po zapowiedziach wstawania (tu cyt.) "z kurami". Obudziłem się chwilę po szóstej pełen nadziei na porządną terenową górską wyrypę. Trasa nie była co prawda ustalona ale wierzyłem w kultową spontaniczność tego co miało się wydarzyć... Problem był taki, że większość ekipy nie pomyślała o prowiancie na sobotę (o piątkowej kolacji już nie wspomnę). Ja miałem - jak to u mnie - z kilogram bułek (przywiezionych przez Radka samochodem w mojej torbie - przekazanej mu dzień wcześniej). Zjadłem śniadanie i wyjechaliśmy... po 9. Na początek fajny, choć trochę rozorany podjazd zielonym szlakiem po trasie Sudety MTB Challenge (wyraźne strzałki na asfalcie). Można się było rozgrzać.
Po pierwszym podjeździe - w dolinie © Marek87
Dalej szutrówami w dół, potem znowu do góry (jak na powyższej focie). Wlot do Bystrzycy Kłodzkiej i jakieś 40-minutowe śniadanie w postaci tostów w jednej z otwartych knajp. Prawie południe... W końcu ruszyliśmy. Z Bystrzycy Kłodzkiej na Nową Bystrzycę i podjazd asfaltem na przełęcz. Trochę czekania na górze i w końcu w jakiś lepszy teren.
W buszu © Marek87
Miejscami trochę błotka, gałęzi na szlaku... Można było sobie urozmaicać jazdę.
Na szlaku © Marek87
Wjechaliśmy na klimatyczny żółty w dół na którym było trochę omijania podmokłych miejsc. Potem na szutrówkę i gładziutkim asfaltem (cos w sam raz dla szoszonów) w dół do Mostowic. Na jednym z winklów Radkowi podjechało koło (na wyrzuconych z pobocza kamyczkach) i nieprzyjemnie się wyłożył.
Felerny zakręt © Marek87
Z Mostowic niebieskim we właściwe góry - Orlickie (te z powyższego zdjęcia).
Przyjemnie szutrówki na niebieskim © Marek87
Leśne ścieżki © Marek87
Po lasach © Marek87
W pewnym momencie niebieski odchodził w lewo w górę i był to zdecydowanie jeden z lepszych fragmentów trasy. Młynek, walka z kamieniami i przyczepnością. Wszystko w siodle z radochą na twarzy!
Na siodle drogowskaz - 4km asfaltem na szczyt... 150 metrów w pionie.
Ostatnie metry na Velką Destną © Marek87
I jeszcze kawałek terenem na szczyt.
Na szczyt (1115m n.p.m.) © Marek87
Na samej górze nic. Kawałek trawy, wokół krzaczory i kosodrzewina. Widoków zero. Zjechaliśmy do chaty pod Małą Destną. Krótki popas i trzeba wracać. Intensywnie szukałem czegoś terenowego w dół ale skończyło się na szerokim asfalcie ;/. Ponownie do Mostowic w poszukiwaniu większych ilości jedzenia. Asfaltem przeoraliśmy kilometry do Długopola Zdroju.
Asfaltowo © Marek87
W Porębie © Marek87
Ekipa zjadła pizzę. Ja miałem jeszcze w żołądku bułki więc nie miałem ochoty na jedzenie. Po posiłku wlot na płaski czerwony i na dzień dobry trochę z buta nad tunelem kolejowym.
Butowanie w Długopolu Zdroju © Marek87
Dalsza część czerwonego trochę zarośnięta, dzika ale do jazdy. Czerwony się skończył, wjechaliśmy na asfalt który miał nas poprowadzić do szlaków żółtego, czerwonego a potem zielonego na ostatnią przełęcz kilka km przed domkiem. Jakaż była moja radość, gdy odchodzące w prawo szlaki żółty i czerwony zamarkowane były dodatkowo na asfalcie wyraźnymi strzałkami z podpisem "MTB" (pewnie któryś z kolejnych etapów Sudety MTB Challenge). Wjechałem bez zastanowienia, po chwili młynek, odwracam się po 100m świetnego podjazdu i lekkiej zadyszki a towarzystwo stoi na dole. Zjechałem z powrotem na dół a tam tekst od jednego z uczestników ujeżdżającego zwyczajowo szosę po płaskościach z prosami z Cykloopole: "Chcesz to jedź, nie jesteśmy tacy dobrzy jak ty". Żenuła. Moje przydługawe włosy pod kaskiem (trochę już zarosłem) prawie stanęły dęba. Lekko podirytowany tym co usłyszałem, z pełną świadomością tego, że niektórym się po prostu nie chce jeździć po górach na wypadzie w góry (sic!), odłączyłem się od grupy, bo trzeba mi było czegoś powodującego pot kapiący z nosa i łokci. Noga tego dnia strasznie mnie świerzbiła (chyba zbyt mocno się najarałem z rana ;) ). Towarzystwo głównie na fullach pojechało asfaltowo-szutrową drogą a ja ujechałem jeszcze z 2km mocno do góry po czym żółty zmienił się w ostrą kiepę z większymi kamieniami i korzeniami. Obowiązkowo z buta jakieś kilkaset metrów. Około 400-500. Końcówka w siodle a na górze jakieś sanktuarium.
Nie dla leszczy w ciuchach rowerowych ;) © Marek87
Zachód słońca pod Igliczną © Marek87
Szybki obczaj Garmina, lekko w dół, potem drogą pożarową i dalej zielonym do siodła. Szybki sms do Daniela, że jestem na przełęczy i jadę czerwonym do chatki.
Czarna Góra po zmroku © Marek87
Na początku po trawie, potem w fajnym interwałowym terenie po czerwonym szlaku przy lampce i w dół porannym zielonym do asfaltu. Kilkaset metrów po twardej nawierzchni i dojechałem do punktu startu. W Stroniu Śląskim w domku czekała już druga, nieco podpita ekipa z osobnikami reprezentującymi grono pedagodiczne z Kamiennej Góry - wynajmowali drugą część domku. Mieli rozpalone ognisko. Upiekłem kiełbasę, pogadaliśmy na dwie ekipy, pośmialiśmy się. Potem sauna, zimny prysznic (kilka razy), piwko i o trzeciej poszedłem spać.
Nie wiem jak to podsumować. Ogólnie okej ale inaczej wyobrażałem sobie jazdę po górach. Myślałem o technicznych szlakach a skończyło się na ograniczaniu planu głównie do górskich ścieżek rowerowych. Odnosiłem wrażenie jak gdyby górskie szlaki piesze były całkowicie wyłączone z możliwości jeżdżenia po nich rowerem. Przynajmniej w głowach współuczestników tego wydarzenia zakotwiczona była chyba taka myśl. Tak więc technicznie słabawo i sporo asfaltów, bo czas gonił niemiłosiernie. Bez typowego, górskiego szału do którego przywykłem i który kocham! Trochę za dużo przerw. Nie nasyciłem się zbyt dużo samą jazdą. Na szczęście odbiłem sobie w niedzielę. Ale o tym wkrótce.
Do Kotliny Kłodzkiej...
-
DST
57.00km
-
Teren
15.00km
-
Czas
02:25
-
VAVG
23.59km/h
-
Podjazdy
720m
-
Sprzęt Górska szosa
-
Aktywność Jazda na rowerze
Ekipa z Opolskiego Klubu Rowerowego wymyśliła weekendowy pobyt w Kotlinie Kłodzkiej z wynajęciem domku w Stroniu Śląskim. Załapałem się na wyjazd, bo było jeszcze jedno wolne miejsce a opolskie płaskości ryły mi coraz bardziej głowę (tudzież beret). Zawsze to okazja na pojeżdżenie po innych górkach. Konkretnie to wiadomo - Sudetach - które kojarzę jedynie z wycieczki szkolnej w... gimnazjum? Liceum? Nie pamiętam. Jeszcze w piątek o 13 przyjechały mi kurierem z ctbike cztery drutowe Kendy Karmy 26x2.0 (byłem z nich poprzednio zadowolony - 6tys km na tyle świadczy o tym, że dobrze znoszą asfalt; Crossmarki w Meridzie przejadą połowę z tego). W piątek późnym popołudniem - zgadany z Danielem i Łukaszem wsiedliśmy w pociąg do Nysy i z Nysy już niecałych 6 dyszek po asfaltach i górkach do Stronia - częściowo w ciemnościach po lesie. Pierwszych 20km ze zmianami (a miało być turystycznie) ze średnią ponad 30km/h. 20km w 38 minut. Po piwie/kofoli w Vidnavie tempo lajt ;). Wkrótce coś naskrobię z wypadu...
Przy zachodzie słońca © Marek87
17-20.08
-
DST
148.00km
-
Teren
40.00km
-
Czas
05:45
-
VAVG
25.74km/h
-
Podjazdy
250m
-
Sprzęt Górska szosa
-
Aktywność Jazda na rowerze
Tym razem fotek z baustelli ;) nie będzie. Nie robiłem. Jeden focisz z jazdy po robocie trochę na około po dróżkach, ścieżkach...
Po pracy po polach © Marek87
Dolina Małej Panwi
-
DST
103.00km
-
Teren
40.00km
-
Czas
04:16
-
VAVG
24.14km/h
-
Podjazdy
255m
-
Sprzęt Górska szosa
-
Aktywność Jazda na rowerze
Ciąg dalszy wkręcania się w opolskie jeżdżenie czyli rowerowa grupa OKR i jej pomysły na niedzielne wypady. Tym razem dolina Małej Panwi. Pogoda w kratkę. Trochę dolało, zmoczyło, przysmażyło. Humory na wysokim poziomie skutecznie przepędzały ciemne, deszczowe chmurzyska :). Przynajmniej nie zwracaliśmy uwagi na to co wisiało nad naszymi głowami. Jeden mój kapeć w lesie. Wbił mi się malutki kamyk do opony. Definitywny koniec z semi-slickami! Bez sensu jest taka jazda po lesie w myślą, że zaraz dobijesz... Tempo znacznie szybsze niż ostatnio na Ankę. Z powodu posiedzeń w czasie deszczu 100km zajęło praktycznie cały dzień... ;). Fajnie i przyjemnie. Momentami można było podgonić tempo.
Przełaje © Marek87
Kapciowo ;) © Marek87
Kolonowskie i popas ;) © Marek87
Gdzieś w drodze do Opola © Marek87
Wlot do Opola © Marek87
Wilcza Buda
-
DST
109.00km
-
Teren
40.00km
-
Czas
04:55
-
VAVG
22.17km/h
-
Podjazdy
240m
-
Sprzęt Górska szosa
-
Aktywność Jazda na rowerze
Po robocie w sobotę (śmiało można rzec, że robota była półtoragodzinnym epizodem pomiędzy kręceniem) pojechałem do Wilczej Budy. Miejsca w którym nocami chilloutowali się niegdyś Książęta Opolscy - po polowaniach ;). Więcej tu: Wilcza Buda. Dojazd przysporzył mi trochę problemów. Raz, że zapomniałem wgrać na Garmina ślad z trasy znajomego z Opolskiego Klubu Rowerowego. Dwa - grząskie piaski na leśnych ścieżkach. Trochę się napociłem w walce z brnięciem w terenie. Ostatecznie jakoś dojechałem uprzednio wyszukując w komórce na internecie współrzędne tej Wilczej Budy.
Po robocie po lasach © Marek87
Grząsko i nieciekawie na semi-slickach © Marek87
Wilcza Buda © Marek87
Tuż obok Kapliczka Św. Jadwigi (wygooglałem) © Marek87
W drodze powrotnej zabrakło mi picia w bidonie i trochę mnie "przycisnęło". W sobotę Święto, sklepy pozamykane... Szczególnie w tych opolskich wioskach. Pojechałem nad polecane przez Tomka Jezioro Srebrne. Zastałem tam tłumy biwakująco-grillujących rodaków. Zewsząd było słychać pstryki otwieranych puszek browarów oraz kompletnie napranych gości ledwo utrzymujących się w pozycji siedzącej na wątłych plastikowych krzesłach ogrodowych... 
Opór nad Jeziorem Średnim! © Marek87
Grill & beer & fun © Marek87
Kilometry powiększone o dojazd do pracy.
10-14.08 i coś z budowy
-
DST
158.00km
-
Teren
20.00km
-
Czas
06:37
-
VAVG
23.88km/h
-
Podjazdy
350m
-
Sprzęt Górska szosa
-
Aktywność Jazda na rowerze
Pogoda sprzyja więc dalej pedalę do roboty na rowerze. Zyskuję coraz większe uznanie ochroniarzy na bramie, z którymi wymieniam codziennie kilka zdań ;). Miło i sympatycznie. Na budowie opór. Kumple z roboty biorą wolne i jest przez to dużo latania i mierzenia. Doszły roboty ziemne i tyczenia/kontrola/inwentaryzacja rurociągów doprowadzających i odprowadzających wodę do/z budowanych chłodni. 10-11h w pracy. Od 07:00-07:30 do 17-18.
Analogiczne elementy budowanych chłodni. Komora kompensatora. Po lewej chłodnia CT5 a po prawej CT6 (z szóstką wygrzebujemy się powoli z ziemi). Kilka miesięcy różnicy w fazach prac.
Wlot gorącej wody © Marek87
Basen chłodni i odpływ zimnej wody (outlet) © Marek87
Niwelacja - pomiar osiadania (zmiana stanowiska niwelatora i chwila przerwy) © Marek87
Pomiar zabetonowanych szalunków. Nade mną otwór w powłoce na kanał spalin - słupy będą wycięte. © Marek87
Chłodnia nr 6 z poziomu 50m chłodni nr 5. Betonowany fragment fundamentu to powierzchnia ok. 330m^2. Grubość fundamentu bodajże 1.5m więcj grubo ponad 500m^3 betonu. Na dwie pompy. Gruszka za gruszką.
Betonowanie fundamentów chłodni nr 6 z poziomu 50m chłodni nr 5 © Marek87
Zbrojenie fundamentu pod rurę ciepłej wody do chłodni nr 5 © Marek87
Po robocie w te upalne dni czas na kąpiel. Warun kiepski, ale wolę przebiadować na kamienistym brzegu niż pływać nerwowo z niepokojem, że ktoś buchnął mi rzeczy.
Silesia © Marek87
A tak to wyglądało w Kozienicach (Enea). Swoją drogą moja firma również tam działała.
Góra Św. Anny z OKR-em
-
DST
77.00km
-
Teren
30.00km
-
Czas
03:51
-
VAVG
20.00km/h
-
Podjazdy
480m
-
Sprzęt Górska szosa
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przyszedł czas na najbliższą, konkretną sztajfę w opolskiej okolicy. Mowa o Górze Św. Anny czyli (niby)podjeździe. Opolska niemieckość każe ją nazywać również "Annabergiem".
Dostałem cynk, że oprócz szosowych wymiataczy z Cyklofanu i Cykloopola są również normalni bikerzy z grupy OKR czyli Opolskiego Klubu Rowerowego. W sobotę miałem pracę. Poszedłem spać późno wieczorem. Przebudziłem się w niedzielę o 07:40, włażę na fb a OKRy jadą o 08:15 z rynku na Ankę. Szybka micha musli zalanych mlekiem i maślanką, mycie zębów, dętka, narzędzia, łatki, 2 banany do kieszonki i 2km na zbiórkę na rynek. Tam wymieszana ekipa żeńso-męska.
W drodze na Ankę © Marek87
Tempo spokojne z wieloma postojami. Zdecydowanie rekreacyjna jazda. To mi akurat nie przeszkadzało, bo w momencie grzało jak diabli. Taki mamy klimat. Po drodze zgarniamy jeszcze kilku bikerów i razem grupa urosła do kilkunastu rowerzystów ;). Trasa biegła kompletnymi bezdrożami. Drogi wojewódzkie są omijane! To mnie się podoba! Pola i dzicze ;).
Po polach ;) © Marek87
Po drodze wlot do Kamienia Śląskiego a tam fajne rekreacyjne tereny.
Zimna kąpiel dla rąk © Marek87
Fajnie urządzone tereny w Kamieniu Śląskim © Marek87
Przelatujemy pod autostradą aby z wioski Oleszka zaatakować "górę". Skręcamy w lewo, droga z asfaltu zmienia się w zniszczony asfalt przechodzący w niezły bajzel. Ani to szuter ani wyrwy w asfalcie - takie "nic". Nazwałbym to gruboziarnistym szutrem. Podjazd? Nie. Wzniesienie. Przewyższenie 100m z hakiem nie kwalifikuje się w żaden sposób w podjazd taki jaki znam z gór. Coś ciuteczkę więcej jak Chełm z Goleszowa. Żenuła.
Niedaleko szczytu (obok autostrady):
Góra Św. Anny © Marek87
Po krótkiej przerwie wlot na właściwy szczyt. Posiedzenie przy piwie/coli/pierogach. Zjechali się szoszony z Cyklofanu i Cykloopola (coniedzielna tradycja).
Cyklofan i Cykloopole © Marek87
Z góry chopaki zaplanowali terenowy wariant do amfiteatru. Fajny odcinek.
Amfiteatr na Ance © Marek87
Z amfiteatru terenem w górę. Ekipa pojechała standardowym wariantem a ja uderzyłem w prawo w krótką aczkolwiek piękną sztajfę w górę po trasie BM w Zdzieszowicach. Miodzio! Uruchomiłem w końcu młynek ;). Potem dołączyłem do ekipy jadąc na czuja wśród krzaczorów i razem pojechaliśmy w dół fajnymi odcinkami szutrowo-leśnymi.
"Podjazdowo" © Marek87
Do Opola prawie tą samą drogą. Poznałem przy okazji kolejne miejsce do moczenia zadka. Jest już "Balaton" w Dobrzeniu, Silesia i Kamionka/Bolko w Opolu, Turawa no i teraz jeszcze "Malina" ;).
Płaskości z ekipą © Marek87
Przyjemne niedzielne kręcenie w upalnym ukropie. Myślałem nad Jesenikami ale dobrze, że odpuściłem, bo 36 stopni to nie pogoda na długie wypady. Będzie jeszcze okazja z chłopakami, bo jeżdżą w chopki bez używania środków lokomocji. Tylko dwa kółka i wielka improwizacja. Było fajnie, przyjemnie rowerowo-towarzysko ;).
Do roboty w drugim tygodniu sierpnia
-
DST
145.00km
-
Teren
10.00km
-
Czas
06:04
-
VAVG
23.90km/h
-
Podjazdy
280m
-
Sprzęt Górska szosa
-
Aktywność Jazda na rowerze
W drugim tygodniu sierpnia do i z roboty ukręciłem stosunkowo mało, bo 145km. Zamiast ciorać kilometry lepiej było w te upały popływać w jeziorze... Choć nie wiem czy to można nazwać pływaniem, bo techniki, nie mam żadnej. Ale może mi przyjdzie z czasem jakaś kryta żabka :). Fajnie! Jest trochę opcji z miejscówkami do pływania pod nosem. Z wykorzystaniem roweru można wybierać jak się podoba :).
Bajoro koło elektrowni © Marek87
A w robocie? No jest gorąco. Bardzo gorąco. 35-37 stopni bez klimy w biurze. Można się nieźle zagrzać. Pracujemy. Mierzymy, inwentaryzujemy, tyczymy, liczymy... Chłodnie rosną jak na drożdżach. Poza tym doszło kilka innych robót ziemnych.
A kuku :) Łukasz przy tachimetrze a ja łażę z tyką i mierzymy © Marek87
Kilka fotek o świcie w pracującą sobotę. Niwelacja precyzyjna. Tak z ciekawości... Od postawienia słupów, miesiąc po betonowaniu płaszcza (powłoki) widocznej na powyższym zdjęciu, chłodnia siadła regularnie, na całym obwodzie średnio o 3-4mm. Po dwóch miesiącach od betonowania o kolejny 1mm, choć już nie wszędzie. Tak, że jak będziemy dobrze czuwać to może się nie zawali :P.
Z zewnątrz ;) © Marek87
Otwór na kanał spalin. Te słupy na poniższej focie w zakresie otworu będą wycięte (była konieczność ich betonowania ze względu na ruch klatek (rusztowań) w górę - drogi jezdne. Czyli skoro kanał spalin (rura średnicy ok. 5-6m) to chłodnia nie jest już tak do końca EKO... Teraz już tak robią, że zamiast budować komin wykorzystują ciąg budowli i łączą parę wodną ze spalinami... Wszystko trzeba budowlańcom pokazać. Jaki poziom, w którym miejscu, do jakiej wysokości ma być ten otwór. Do tego pogrubienie powłoki w jego obszarze...
Od środka © Marek87
Niwelacja precyzyjna na 36 słupach. Z drugiej strony łaty jest kod kreskowy i z niego korzystamy. © Marek87
Łata niwelacyjna - kodowa. Niwelator ma w pamięci kod i sam odczytuje wysokość na którą mierzy. Cyfrowo - nie optycznie jak 2 zdjęcia wyżej © Marek87
Budowana chłodnia i jej starsza siostra z tyłu © Marek87
No i tyle z drugiego tygodnia sierpnia :).
Wokół Tatr :)
-
DST
447.00km
-
Czas
19:47
-
VAVG
22.59km/h
-
Podjazdy
5103m
-
Sprzęt Górska szosa
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dwa rowerowe znane mi typy (daniel3ttt i jakubiszon) wlazły mi na ambicję i zamąciły swego czasu w głowie pomysłem objechania Tatr. Nie przepadam za zbyt długim ujeżdżaniem asfaltu i odpuściłem pomysł w myśl stwierdzenia "może kiedyś". "Może kiedyś" przestało być aktualne w końcówce lipca, gdy k4r3l zaproponował na BSie kultową rundkę. Długo się nie zastanawiałem, bo wypad (oprócz niezłej wyrypki) zakładał poznanie w realu rekordowego, rybnickiego połykacza kilometrów (gustava) oraz jaworzniański duet czyli funia i Lamę. Problem był taki, że nie miałem czasu na spanie a przyjazd z Opola po całym dniu pracy (od 05:30 na nogach) trochę mi zajął. Tak więc 20 minut po północy, z wyładowanym plecakiem ruszyłem starą jedynką do BB. Potem do Żywca i o 02:40 byłem na rondzie. Stygnąc na skrzyżowaniu czekałem na towarzystwo. 03:05... nikogo nie ma. W niepokoju, że pomyliłem miejsce zbiórki trzęsę się z zimna w ciuchach na krótko z rękawkami przy siedmiu żywieckich stopniach. Kto wie, ten zrozumie, że żywiecczyzna oprócz świetnej, miejscowej dziczy oferuje wybitny mikroklimat. Nadjechali. Najpierw Kuba z Sebą. Tuż potem sznureczek dowodzony przez Karela a za nim Tomek i Radek
Nocą w Żywcu na rondzie... © Marek87
Chwila pogaduchy, poznania się i kierunek Korbielów. Podjazd fajny, bez większej spiny. Na zjeździe do Namestova myślałem, że odpłynę. Powieki leciały mi w dół tak szybko jak spadała temperatura. Niewiele pamiętam z przejazdu przez Oravską Polhorę. Były jakieś wahadła i potworna próba skupienia się aby żadnemu koledze nie wjechać do zadku. Pomimo chłodu tak zaczęło łamać mnie spanie, że robiłem wszystko aby utrzymać się na rowerze. Chęć na drzemce prysła przy zbiorniku, bo przy poranku z temperaturą ledwo nad zerem w początku sierpnia zaczęło robić się całkiem klimatycznie :).
Namestovo i Zbiornik Oravski © Marek87
Dalej już standardową drogą w kierunku Suchej Góry i Zakopanego z przelotem przez Chochołów.
Po stronie Słowackiej przed krótkim wlotem do Polski :) © Marek87
Chochołów © Marek87
W Chochołowie chwila przerwy na przekąskę i dalej przez Zakopane do Łysej Polany. W Zakopanem dziwny, powolny snejk z koniecznością w miarę sprawnej zmiany dętki. Jak się potem okazało, lekka deformacja tylnej opony (na której jeździłem tak po lasach w Opolu) wynikała z pękniętego płótna od środka! A pęknięte płótno lubi niszczyć dętki i tym sposobem miałem niezłe przeboje do końca wypadu. Ale o tym jeszcze trochę później.
Między Zakopanem a Łysą Polaną © Marek87
W objeżdżanych rejonach miałem oczywiście okazję być wcześniej ale czterema kółkami - w ramach dojazdu do szlaków na Rusinową Polanę i inne miejscówki. Extra widoczki.
W stronę Łysej Polany © Marek87
Zjazd do Łysej Polany fajny, choć ostatni kilometr lewym pasem z powodu dosyć mocno przewidzianego najazdu turystów na drogę do Morskiego Oka. Po stronie słowackiej widoki nie gorsze...
Bez komentarza ;) © Marek87
Podjazdowo-widokowo © Marek87
Była chwila na uzupełnienie zapasów wody.
Wodopój k/Zdiaru © Marek87
No i dalej, bo oglądanie Tatr od strony południowej zapowiadało się równie ciekawie jak od północnej :).
Łomnicki Szczyt lub po prostu Łomnica © Marek87
Przejazd przez Tatranską Lomnicę, Stary Smokovec do Tatranskiej Polianki szerokim asfaltem lekko pnącym się w górę. 4km przed ostatnią z wymienionych wiosek postój na solidniejsze jedzenie po czym wyjazd na Sliezsky Dom czyli bonusowy podjazd na Velicke Pleso zaproponowany kilka dni wcześniej przez Daniela, który niestety nie mógł z nami jechać. Mocne deptanie w pełnym słońcu po lepszym i gorszym asfalcie. Było warto! Szkoda tylko, że na zjeździe dobiłem i zmieniałem dętkę...
Atak na Gerlach ;) © Marek87
Velicke Pleso ~1670m n.p.m © Marek87
Planowaliśmy jeszcze wstąpienie nad Strbske Pleso, bo miejscówka jest warta dołożenia tych kilku kilometrów z głównej drogi. Pamiętam doskonale jak szedłem kiedyś stamtąd czerwonym szlakiem na Rysy... Ludzi dużo, co wcale nie dziwi. No i oczywiście mnóstwo rodaków...
Strbske Pleso © Marek87
Ze Strbskiego Plesa zjazd w dół w stronę Liptovskiego Hradoka i Liptovskiego Mikulasza. Chłopaki na szoszonach gnali w dół zdrowo. Ja się nie żyłowałem, bo kręcenie na wysokim speedzie z dużą kadencją mnie nie pociąga. Poza tym trochę kilometrów do Cieszyna zostało więc pościgi były raczej niewskazane...
W dół ze Strbskiego Plesa © Marek87
W Liptovskim Mikulaszu przejazd obok Tatralandii a potem ze świetnymi widokami na Niskie Tatry.
Tatry Niskie i Chopok © Marek87
W tych widokowych okolicznościach złapałem na podjeździe kolejnego już kapcia. Musiałem znaleźć dziurę i ją pokleić więc aby nie wystawiać cierpliwości chłopaków na kolejną próbę kazałem im jechać. Przełożyłem oponę z przodu na tył i vice versa.
Service on tour © Marek87
Po serwisie szybki zjazd i grzebanie się na przełęcz (1080m n.p.m.), która nie chciała się skończyć. Po niej zjazd do Zuberca z mijanym po prawej paśmie Rohaczy. Trzeba byłoby tam uderzyć z buta... Już oglądałem conieco na youtube i łańcuchy na 2000m wyglądają wybornie.
5km przez Tvardosinem zadzownił jakubiszon z pytaniem czy u mnie wszystko ok (miło z Twojej strony Kuba). Okazało się, że byli w tej mieścinie na rondzie w Tesco. Pojechali dalej a ja wkrótce potem również na chwilę przystopowałem, kupiłem jakiś jogurt, batony i ogólnie trochę pojadłem. W dalszej drodze na Namestovo i Glinkę do Ujsół. W tej ostatniej wiosce finalny już snejkowy kapeć na zjeździe. Pokleiłem, ujechałem 2 km z wytężonym wzrokiem aby nie władować się w idących poboczami w ciemnościach kompletnie pijanych gości. Okazało się, że w centrum Ujsół była niezła impreza. Chwilę po jej minięciu już nie miałem powietrza w przednim kole - klejenie o 01:30 w nocy z niechęci wyjść dobrze nie mogło. Jak nie zrobisz raz a porządnie to musisz poprawiać. Poprawiłem i do Cieszyna przez Ochodzitą, Bukoviec już bez przygód, choć spanie lekko mnie łamało. Przyjechałem ok. 4 nad ranem dosyć mocno wyjechany ale z bardzo pozytywnymi wrażeniami. Spałem do 12 a cała niedziela przeleciała na "wegetacji" - w zasadzie nic nie robiłem. Spałem, jadłem, odpoczywałem...
Dzięki chłopaki za wspólny wypad. Bardzo kurdę fajna wyprawa rowerowa! Trzeba powtórzyć ale w drugą stronę. Jeszcze film rybnickiego wymiatacza czyli gustava... Teksty adekwatne do poczucia humoru na wypadzie. Można się pośmiać :). Polecam!
Trasa TUTAJ.
praca i bonusy 27-31.07
-
DST
256.00km
-
Teren
60.00km
-
Czas
10:04
-
VAVG
25.43km/h
-
Podjazdy
400m
-
Sprzęt Górska szosa
-
Aktywność Jazda na rowerze
Problem z aktualnymi wpisami mam taki, że kompa zostawiam w pracy. Robią mi się zaległości we wpisach i trudno mi znaleźć czas na zabawę w opisywanie historycznych, płaskich wojaży. Odkąd wylądowałem w Opolu regularnie pedalę do pracy i po pracy urozmaicając sobie to rolkami i sporadycznym bieganiem. Wygląda to mniej więcej tak...
Lipiec na endo © Marek87
Role Opole to grupa zapaleńców rolek. Popołudniowe spotkania i kulminacyjny strzał w dychę czyli zbiórka w czwartek o 21:00 na rynku i śmiganie w 40-50 osobowej grupie po ulicach, chodnikach, parkach... Kilkanaście kilometrów + rundy dodatkowe. Kiedyś wyszło mi 14km, ostatnio 27. Speed nawet do 30km/h. Fajnie, choć trzeba trochę czekać na resztę ekipy. Można w miedzyczasie pogadać.
Role Opole czyli NightSkating © Marek87
A rower? No cóż. Lasy, pola, łąki, komary, muchy, płaskości... Nie mam motywacji na samotne ciśnięcie asfaltem na najtwardszym przełożeniu ile fabryka dała. Te płaskości mnie dobijają. Tu trzeba szosę i towarzystwo Cykloopole ale to wyższa szkoła jazdy z byłymi zawodnikami i w ostateczności niezłymi czubami z potężnymi nogami. Pozostało mi kręcić swoje...
Po lasach w okolicach Namysłowa © Marek87
Chruścina szkoła © Marek87
Alejki w Chruścinie nad wodą © Marek87
Wpis hurtowy. W poniedziałek 91km, we wtorek 29, środa 54, czwartek 56, piątek 26. Wokół Opola po okolicy.


