Marek87 prowadzi tutaj blog rowerowy

Komorni Lhotka i góry

  • DST 52.00km
  • Teren 12.00km
  • Czas 02:34
  • VAVG 20.26km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 10 maja 2013 | dodano: 10.05.2013

Dziś podobnie jak wczoraj. Wyjazd nieco przed 18 i w kolejną (na zachód) dolinę przy Komorni Lhotce. Trawersy podobne. Nieco mniej światła bo na niebie wisiały ciemne chmury. W górach trochę pokropiło. Ogólnie zajebioza tylko za późna pora ruszenia. Chciałoby się więcej pojeździć tymi szlakami ale robiło się już ciemno i strach byłoby zjeżdżać po zmroku. Tym bardziej, że jechałem na czuja a szlak zjazdowy stanowił ścieżkę zrytą przez ściągane drzewa to też więcej luźnych i większych kamieni.










Wieczorny Mały Javorovy

  • DST 54.00km
  • Teren 15.00km
  • Czas 02:40
  • VAVG 20.25km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 9 maja 2013 | dodano: 09.05.2013

Wieczorny wypad po godzinie 18. Na wylocie z Czeskiego Cieszyna spotkałem Janka z którym kręciliśmy w zeszłym roku w Rodzinnym rajdzie rowerowym w Chybiu. Hehe. Pojechałem dalej z zamiarem na Gutske Sedlo ale pozycja słońca na horyzoncie była względna to od Gutów wytarabaniłem się zielonym na Javorovy. Ciekawy szlak - bezsprzecznie. Jest co robić w przeciwieństwie do nudnego asfaltowego podjazdu. Z Javorovego niebieskim w dół do trawersu i na około do Gutów. Człowiek wie, że żyje jadąc tymi szlakami...

Podjazd od Gutów:

Nogi same się ruszają gdy oczy widzą taki trawers:

To już zielony szlak:

Dalej zielony i tablica "Gutske peklo". Rzekłbym "Gutski raj rowerowy":


Na górze, zero ludzi.


Na trasie sporo rowerzeystów (Reka i okolice). Wracając w Trzyńcu przy około 32km/h dostałem w kask jakby kamieniem. Trzask na to by wskazywał ale nie było to możliwe, ponieważ z nieba tak ot kamienie nie lecą. Musiał to być ptak wielkości kosa (chyba stracił przytomność bo poleciał do rowu). Dobrze, że mi nie przywalił w oko dziobem. A okularów nie miałem. Nie pomyślałbym, że mogą chronić nawet od ptaków.
Wieczorem poszedłem jeszcze trochę pobiegać (ok. 5km) ale to jeszcze gorsze od asfaltowych podjazdów. Nuda, nuda, nuda. Tfu! Ciekawe czy ktoś lubi i bieganie i jazdę na rowerze. Popularny prezenter M. Kurzajewski twierdzi, że bieganie uzależnia. Na mnie to chyba nie działa...



(Wenecja)

  • DST 35.00km
  • Czas 01:40
  • VAVG 21.00km/h
  • Sprzęt Superior
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 5 maja 2013 | dodano: 07.05.2013

Trasa do Figline Valdarno (dużym autem) zaplanowana z postojem w Wenecji. No to rowery na pakę i niedzielne pedałowanie z Area Servizio Bazerra przez Mestre do Wenecji. Turystyka w pełni ;-).
Wlot do Wenecji:

Droga łącząca Mestre z Wenecją. Po dwie nitki dla samochodów (każda dwa pasy) oraz kolej.

Rowery zostały brutalnie odstawione (przypięte do ceownika) jako przedmiot w ogóle nieprzydatny do przemieszczania się po mieście gdzie rządzą wodne kanały, wąskie przejścia między zabudowaniami i mostki ze schodami:

Sporo ludzi, dużo rodaków... tu jeden (ja ;-) ):

Jak to mówił mój prowadzący teorię na kategorię B, "tataramwaje" - tyle, że wodne:

Wśród gondoli niekiedy tłoczno - duża konkurencja przewoźników - jak w transporcie drogowym:

Był też plac Św. Marka:


Ostatnio pisałem o krzywym kościele w Karvinie. W Wenecji są jeszcze większe "jaja":

Wenecja jest cool, tym bardziej, że nie muszę nic płacić, żeby się tam dostać. A i pokręcić coś można. ;D



Meandry Odry

  • DST 205.00km
  • Teren 10.00km
  • Czas 10:30
  • VAVG 19.52km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 1 maja 2013 | dodano: 01.05.2013

Miał być Pradziad z Danielem (daniel3ttt) lecz pokrzaczyło się trochę z pogodą i nie do końca się zgadaliśmy. Ja miałem już na 1 maja w planach zaklepaną 2 miechy wcześniej wycieczkę na której (jak się okazało) udało się ukręcić pierwsze 2 stówy w tym sezonie. Wspólne rowerowanie z cieszyńsko-skoczowską ekipą od Frydka Mistka do Frydka Mistka (120km wg GPS). Ja ruszałem z i wróciłem do Cieszyna na rowerze (towarzysze pociągiem). Trasa (w moim wykonaniu): Cieszyn, Frydek Mistek, Hukvaldy, Koprzywnica, Stramberk, Nowy Jicin, Stary Jicin, Kunin, Studenka, Albrechticky, Ostrava, Vratimov, Frydek Mistek, Cieszyn. Powrót z Frydka na około przez Ropice, Trzyniec, Leszną i Dzięgielów żeby dokręcić te 200km. Inaczej byłoby 180 (30 do Frydka + 120 właściwa trasa +30 powrót). Czas jazdy, ze względu na problemy z licznikiem niedokładny - na oko.

Drogi z rana mokre, mżawka. Ubrałem krótkie gacie, i dwa długie rękawy - koszulka i bluza. Jak się okazało trochę mało jak na 11 stopni. Po południu przesychało, zrobiło się cieplej i było w sam raz.
W drodze do Frydka przez Nosovicami spotkałem wędrownika:

Koprzywnica i muzeum pojazdów Tatra (tak, oni również robili pociągi):

Stramberk we mgle. Miejscowy browar gdzie można napić się świeżo warzonego piwa:

Drugi specjał: piekarnia "Stramberskich uszy" (takie zawinięte ciastka):

To też Stramberk:

Stary Jicin:

Zamek w Kunicach:

Pod szkołą z fajnym płotem ;-):

Meandrująca Odra:

Na szlaku:

Studenka zamek:

Powrót do Frydka przez Ostravę. Wzdłuż Ostravicy fajne ścieżki rowerowe:


No i rozbijający widok rowerzystów na dachu knajpy (Kofola, Piwo itp. w sprzedaży):


Wydaje mi się, że po zimie jest coraz lepiej z kondycją. Ważne, żeby coś jeść na bieżąco a nie doprowadzić się do stanu agonalnego i uzupełniać braki w żołądku gdy już braknie sił (jak ostatnio pod Czantorią). Banany, pieczywo ziarniste, batony musli, suszone owoce, jogurt naturalny.



Po miejscu

Poniedziałek, 29 kwietnia 2013 | dodano: 29.04.2013

Dzisiaj po Cieszynie. Na Banotówkę a potem jeszcze Pastwiska (zobaczyć czy jest ekipa do grania w nogę). Strasznie topornie po tym pagórkowatym mieście. Czułem trochę nogi po wczorajszym bieganiu (jednak to trochę inne mięśnie).



Stritez

Niedziela, 28 kwietnia 2013 | dodano: 28.04.2013

Rano mokrawo więc nici ze Stożka i oglądania downhillowców. Po poludniu nieco lepiej. Wyjazd po 15. Miało być od Reki do Gutów, trawersem na Gutske Sedlo i dalej na zachód w stronę Praszywej. W Stritezu zadzwonił kolega, żeby iść pokopać w piłkę. No to się skusiłem. Z wycieczki wyszło więc jedynie lekkie rozruszanie wczorajszych mięśni.
W Stritezu...



Po górach: Javorovy i Czantoria

  • DST 108.00km
  • Teren 20.00km
  • Czas 06:54
  • VAVG 15.65km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 27 kwietnia 2013 | dodano: 28.04.2013

Przyszedł czas aby włożyć terenowe laczki. Z chłopakami po górch: Cieszyn-Trzyniec-Guty-Javorovy, Kalużny, w stronę Ostrego i przez Tyrę, Trzyniec, do Cieszyna. 15 min w domu i pojechałem jeszcze na Czantorię przez Leszną i Nydek.

Ahhh... te trawersy wokół Javorovego:

Trochę śniegu w górach jeszcze jest. Mini bałwan na środku:

Na Javorovym, widok w stronę później "wyjechanej" Czantorii:

Z Javorovego w stronę Ostrego w zacieninych miejscach na szlaku jest jeszcze sporo śniegu. Dużo prowadzenia (średnia na górze ... 11km/h) ale też wesoło - z kilkoma glebami

Waldek a'la fotograf Samuraj ;-):

Dalej:

Do domu i dalej na Czantorię. Budzin i granica z Czechami:

Na podjeździe na Czantorię odezwał się jakby wewnętrzny głos:
"Jak mi nie dasz nic pojeść to nigdzie nie zajedziesz". Przerwa z widokiem i rozmyślaniem, "Kaj tam jeszcze na górę"...

Po małym jedzeniu było wyraźnie lepiej. Źródełko i dobra miejscówa na wsadzenie spoconego czerepa pod wodę:

Ostatni podjazd pod chatę dał mi trochę w palnik. NIe może zabraknąć wieży:

Miałem zjeżdżać niebieską trasą narciarską ale skusił mnie widok z czerwonej w stronę Ustronia i Hermanic:

Postanowiłem jechać tą trasą w dół. Błąd. Po chwili zamiast hamulców w rowerze musiałem używać mięśni nóg. Inaczej nie miałbym czym hamować w drodze do domu. Jak już czuć smród przypalonych klocków to nie ma co robić głupot. Z Ustronia do Cieszyna główną drogą.



(Figline Valdarno)

  • DST 45.00km
  • Teren 2.00km
  • Czas 02:30
  • VAVG 18.00km/h
  • Sprzęt Superior
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 21 kwietnia 2013 | dodano: 24.04.2013

Kolejny krótki trip przy okazji przebywania za granicą. Tym razem olkolice Figline Valdarno. Były widoki a'la Wielki Kanion Kolorado ( ;P ) oraz ciekawe, zdalnie sterowane, z niesamowitym przyspieszeniem samochodziki do wyścigów po torze terenowym. Zdjęcia potem, bo zapomniałem aparatu w samochodzie.


Edit. Trochę fotek dla zainteresowanych południowymi klimatami.
Okolice Castelfranco di Sopra.


Pisałem, że był prawie Wielki Kanion Kolorado. Może nie wielki, ale ciekawy ;-)

Zdalnie sterowane samochodziki terenowe.

Bywały fajne skoki:

Niekiedy "na łeb na szyję (dach)":

Bokiem w zakręt:

Dalej przez San Giovani Valdarno w stronę Ponte Agli Stolli koło zbiornika wodnego:

Na podjeździe:

A to zabudowania w Gaville:

No to jeszcze ja... turysta ;-P



Trzyniec, Iskrzyczyn, Dębowiec

Środa, 17 kwietnia 2013 | dodano: 17.04.2013

Miałem do załatwienia jedną rzecz w hucie w Trzyńcu. Wyjazd po 17. Pogoda dobra to też gańba byłoby wpisać tu 10 km. Pojechałem dalej do Czeskiego Puńcowa, potem do Kojkovic, przez Leszną Górną do Goleszowa, Bażanowic i Ogrodzonej. Potem przez Iskrzyczyn, Dębowiec, Konczyce Wielkie, Kaczyce, Pogwizdów do Cieszyna.

W Kojkovicach. Beskidy, Beskidy, Beeskidyyy... Widać, że śnieg się traci w oczach.

Daniel - to z dedykacją dla Ciebie ;-).

Javorovy ponownie.

W trakcie jazdy. Z tyłu, za cieniem góra Hełm. Miałem wyjechać ale późniejsza jazda po zmroku mi się nie widziała.

Dębowiec



(Bolonia - Modena - Bolonia)

  • DST 83.00km
  • Czas 04:10
  • VAVG 19.92km/h
  • Sprzęt Superior
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 14 kwietnia 2013 | dodano: 17.04.2013

W niedzielę dalsza część wspólnego podróżowania za granicą. Z racji, że wylądowaliśmy z bratem w Bolonii (Włochy) to wybór padł na odległą o około 40 km Modenę. Pogoda - lampa. 20 stopni w cieniu. Nic tylko pedałować. Płasko jak stół. Jazda na czuja czyli totalna improwizacja. BARDZO turystycznie.

Jakaś tam miejscowość:

Dobra koszulka to podstawa. Myślałem, że to uzmysłowi Włochom, że jestem obcokrajowcem. Nic z tego. Jeden usiłował ze mną porozmawiać. Capo, no capito ;-) :

Wlot do Modeny:

Nie zdając sobie wcześniej sprawy, okazało się, że Modena to kolebka słynnej włoskiej marki Ferrari. Ten napis tłumaczy wszystko ("This house was sold by Enzo Ferrari when he was 20 years old to buy his firs race car: the beginning of the legend" / "Enzo Ferrari w wieku 20 lat sprzedał swój dom i kupił pierwszy wyścigowy samochód: tak zaczęła się legenda marki").

Na miejscu jest całe muzeum. Wlot kilkanaśnie jurków.

Wiem, że też byście pojeździli...


Dalej w stronę centrum Modeny:


W drodze powrotnej do Bolonii zwierzaki pod przykryciem. Te to się mają dobrze:

Na wlotowym rondzie do Bolonii wbił mi się klin do głowy. Kto to wymyślił?

A to już poniedziałek o świcie. Ryanair wzbija się w powietrze.