Marek87 prowadzi tutaj blog rowerowy

(Tepanje)

  • DST 13.00km
  • Czas 00:40
  • VAVG 19.50km/h
  • Sprzęt Superior
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 13 kwietnia 2013 | dodano: 17.04.2013

Przyszła myśl wozić ze sobą rower na naczepie dużego mobila. Żałuję, że tak późno. Odkurzyłem starego superiora i poszarpałem niewiele z bratem po nocnej jeździe w okolicach Tepanje na Słowenii. Tytuł w nawiasach - tak będę rozdzielał jeżdzenie przy okazji podróżowania po Europie (nie z domu a przy okazji pracy). Trasa typowo turystyczna. Słowenia to piękny kraj. Mam ogromne wrażenie, że kopiują wszystko od Austriaków. Będzie tego więcej bo pauzy trzeba robić a wychodzą akurat na Słwenii. Tymczasem trasa i kilka fotek.








Karvina, Havirov

  • DST 58.00km
  • Czas 02:19
  • VAVG 25.04km/h
  • VMAX 61.00km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 11 kwietnia 2013 | dodano: 11.04.2013

W tygodniu trudno wygospodarować czas na dłuższe kręcenie. Po obowiązkach wyskoczyłem późnym wieczorem pokręcić conieco po okolicy. Krótki strzał "przed siebie". Karvina i kopalnie węgla kamiennego. Swego czasu do kilku z nich woziłem części do maszyn górniczych z Tychów. Dodatkowo wpadłem pod kościół Św. Piotra z Alkantry. Ten właśnie słynny obiekt sakralny (znany jako "czeska piza") w ciągu kilkudziesięciu lat, z racji swego położenia obniżył poziom swego posadowienia o 37 m (trzydzieści siedem metrów) wychylając się jednocześnie od pionu o prawie 7 stopni. Swoją drogą ciekawy temat na dobrą magisterkę z zakresu osiadań mierzonych przez geodetów. Powrót przez Havirov jedenastką do domu. Pomimo watru fajnie się jechało.

Wokół Karviny można napotakć na kopalnie: CSM Jih, CSM Sever, Dul Darkov, CSM Armada, CSM Lazy + mniejsze jednostki należące do tych kopalni. Jak widać u Czechów jakoś się opłaca. Po polskiej stronie KWK Morcinek "wywinął kopyta". Taka ta nasza polska rzeczywistość.
Widok spod kopalni Armada w stronę Darkova:

Słynny kościół św. Piotra z Alkantry. Ja stoję prosto a ten leci w prawo...

Tutaj to co było kiedyś względem tego co jest teraz. Bynajmniej to nie jest żart:

W stronę Ostravy w Orlovej Dul Lazy:

W Havirovie trochę się uśmiałem. Nie wiem czy to wynik oszczędności czy też wygody ale knedle ze straży miejskiej wymyślili mobilną przyczepę kempingową naszprycowaną kamerami. Stoi sobie tak oto w centrum. Wielkie oko brata patrzy (zaznaczone żółtymi kółkami):

A to 20 metrów obok:


Weekend we Włoszech. Może wezmę dwa koła ze sobą i pojeżdżę po Bolonii...



Palkovicke hurky

  • DST 89.00km
  • Czas 04:38
  • VAVG 19.21km/h
  • Temperatura 0.0°C
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 17 marca 2013 | dodano: 17.03.2013

Niedziela z rowerem. Ruszyłem po 13 z zakładanym celem którym były Palkovicke hurky za Frydkiem Mistkiem. Miałem jechać od rana ale nie zdążyłem wrócić z zagranicy - śniegi na Węgrzech. Extra pogoda, koło zera stopni na termometrze. Trasa (chyba kupię w końcu ten wynalazek jakim jest GPS data logger):

Kilka fotek... bo było co oglądać:
Początek czyli górki i góreczki: Horni Domaslavice. Z tyłu może ktoś dostrzeże tamę na zbiorniku w Żermanicach...

Za moją osobą - jak to jest napisane na stronie internetowej (www.lysahora.cz) - Kralovna Moravskoslezkych Beskyd. Może za miesiąc?

Miało być przez Nosovice do Frydka ale nie mogłem się doszukać drogi 6004, przestrzeliłem skęt i wylądowałem na brzegach brzegach rzeki Moravki. Zobaczyłem ślady ludzi i pobawiłem się trochę na slickach w śniegu między drzewami...

Cześi też mieli ubaw tyle, że na czterech kołach:

Dawne koryto rzeki Moravki (meandry):

Dalej koło Skalickiej Strażnicy w stronę Palkovic drogą 6003 i takie oto widoki (mam nadzieję, że dobrze rozpoznałem popularne góry do udeptywania a przede wszystkim do ujeżdzania na dwóch kołach):

trochę dalej...:

"Patataj" po drodze:

Podjazd z Chlebovic na górę po śniegu. Do 3/4 o dziwo slicki 1,75 dały radę, potem zaczęło się "klejzanie" i musiałem podprowadzić. Na górze:

Ale "najlepsze" było wciąż przede mną. Zjazd w kierunku północnym - 10 cm świeżego śniegu - nie byłbym sobą gdybym się nie zdecydował. Było momentami gorąco (zważywszy na to, że pod pod spodem leżał zmrożony, ujeżdzony śnieg). Za to jazda po puchu wyśmienita - polecam:



Powrót starą drogą na Cieszyn. Myślałem, że wykorkuję pod te górki ale zacisnąłem zęby ;-) i jakoś przeszło...



Wisła, Istebna

  • DST 95.00km
  • Teren 2.00km
  • Czas 04:50
  • VAVG 19.66km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 9 marca 2013 | dodano: 09.03.2013

Po długiej przerwie w kręceniu czas zacząć coś popedałować. W trakcie zimowego grzebania z rowerem przeżyłem wielkie rozczarowanie "sprawdzonym i trwałym" systemem Hollowtech II. System łożysk zewnętrznych korby jest tak doskonały, że po 2500 km korba ledwo się kręci a po 3000 km połowa siły włożona w pedałowanie idzie "na lewo" z racji zatartych łożysk. Palanty z Shimano tak je wybitnie uszczelniły, że suport trzeba zmieniać co roku. W sumie w serwisie jak się wyżaliłem chłopakom to i tak byli zdziwieni, że tyle przejechałem. Beznadzieja. W ruch poszedł wujek google i wyszukałem fajne poradniki jak to wszystko ulepszyć i zreanimować. 15 zeta (koszt znacznie lepszych, oryginalnie uszczelnionych łożysk) + małe przeróbki plastikowej osłony i korba znowu zaczęła się kręcić. Poza tym nowe klocki hamulcowe, siodełko, linka przerzutki + narzędzia (kleszcze do linek i pancerzy, klucze do HT II, jakieś zapięcie i inne pierdoły). A więc w drogę.
Miało być grupowo ale pogoda zniechęciła chłopaków i ... miałem się wrócić do domu. Ale na wcześniej ogłoszonym miejscu zbiórki zjawił się kolega (mam słabą pamięć do imion ale był to raczej Kamil) z... Ustronia. Dziś miała być Wisła, Istebna, Jabłonków i do domu. Ruszyliśmy więc w stronę Ustronia przez Dzięgielów, Leszną, na Budzin do Cisownicy. Kiepska moc (a właściwie niemoc) w nogach szczególnie na podjazdach budziła moje wielkie rozczarowanie. Jednak z każdym kilometrem wydawało mi się, że jest coraz lepiej. W Ustroniu się rozjechaliśmy a ja potoczyłem się dalej w stronę Kubalonki. Próbowałem wałami Wisły ale było sporo śniegu. Więc jazda po mokrym asfalcie, dużo syfu na drodze - nic dobrego dla świeżo zreanimowanego roweru. Po drodze czasem lekko padało. Z Kubalonki w dół na Istebną, popatrzyć na narciarzy na Złotym Groniu i Zagroniu. Dalej w Stronę Jabłonkowa i przez Trzyniec do Cieszyna.

Jeszcze trochę śniegu na Czantorii w Ustroniu zostało ale to już końcówka sezonu...

Siglany w Wiśle już "popłynęły"...

Łukowy wiadukt kolejowy w Wiśle Głębce (rok budowy 1931 - 1933):

A to Kubalonka i narciarze biegowi:



Ośrodek narciarski Zagroń w Istebnej:

Kilkaset metrów za nim konkurencja Złoty Groń:

Z Istebnej w stronę Czech mokro, zimno i śnieg na drodze:

Knedle w okolicach przejśnia granicznego w Bukowcu też jeszcze mogą jeździć na nartach. Frekwencja prawie żadna:



Górki Małe

  • DST 27.00km
  • Teren 2.00km
  • Czas 01:17
  • VAVG 21.04km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 25 listopada 2012 | dodano: 02.12.2012

Do Górek Małych na dwóch kołach, ponieważ cztery właśnie tam stały a autobusem byłoby za prosto. Ciuchy "cywilne" + platformy + jazda taka, żeby się nie przegrzać. No i brak okładzin... Plecak z laptopem i kilkoma innymi bebechami na plecach. Jakieś 5kg. Nocka w aucie w Tychach, potem któtki kurs do Czech, powrót do Polski i od razu do Włoch. Ostatnie 2 tygodnie całkowicie zawalone tak więc zero czasu na jeżdżenie (stan na dzień 02.12.12). Bez sensu to wszystko...



Łysa Góra nocą

  • DST 91.00km
  • Teren 15.00km
  • Czas 05:21
  • VAVG 17.01km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 17 listopada 2012 | dodano: 17.11.2012

W tym roku nie byłem przecież jeszcze (na rowerze) na Łysej Górze. Ostatnio oglądałem na kamerkach zainstalowanych na tym szczycie ciekawe wschody słońca.
Po piątkowym powrocie z Pragi (od 6 na nogach) przyjechałem do domu w sobotę przed pierwszą w nocy. Aby zrealizować cel uchwycenia wspomnianego wschodu słońca trzeba było myśleć o starcie. Wyjechałem przed drugą w nocy (1:45) lekko podekscytowany tym co zobaczę. A to wszystko w związku z zapowiadaną w czeskim radiu dobrą pogodą i inwersją (im wyżej tym cieplej). Miałem w głowie widoki mgieł w dolinach a nad szczytami wschód słońca z ewentualnym uchwyceniem Tatr.
W miarę dobrze się jechało w stronę Łysej Góry lecz w wielu miejscach, szczególnie na zjazdach trzeba było się poruszać bardzo asekuracyjnie ponieważ często (szczególnie na mostkach) drogi były białe od szronu. Przed Prazmem gdy spoglądałem w stronę szczytu nie widziałem wieży. Spodziewałem się, że może nie być kolorowo. Dotarłem do Papeżowa a stamtąd do góry, 9-kilometrowym asfaltowym podjazdem w miarę równo na przełożeniu 2,3 - 2,4 (chyba tyle było, nie widziałem w nocy ;-P ). Potem trochę lżej bo mnie brakowało. Kilometr przed szczytem przeszły mi już widoki o których pisałem przed chwilą. Mgła, porywisty wiatr ze śniegiem zdmuchiwanym z drzew nie zapowiadały nic dobrego. Wytarabaniłem się na górę i klapa. 5 rano, oparty o betonowy słup rower nie chciał stać. Wiatr (z tego co wywnioskowałem później z obserwacji na kamerkach) wiał z prędkością ok 20m/s (ok. 70km/h). Reasumując znalazłem się w chmurach przy temperaturze ok. 0 stopni z porywistym wiatrem przy bardzo ograniczonej widoczności. Zdałem sobie pytanie: co ja tu do cholery robię o 5 rano na wysokości ponad 1323m n.p.m. Wytrwałem 15 minut i brałem się stamtąd bo potencjalna godzina czekania i tak nie przyniosłaby mi oczekiwanego widoku wschodzącego słońca. Z Łysej po ciemku na Ivanceną potem podjazd na Kukulkę (995m n.p.m) o wschodzie słońca. Dalej pod Kycerę na siodło i w dół do Krasnej. Nad ranem trochę przymroziło i jechało się średniawo... Tym bardziej, że byłem już długo bez spania i przez to lekko zamulony. Przyjechałem około 8... Pomimo lekkiego rozczarowania i warunków panujących na górze całość była warta zachodu (i wschodu słońca) ;-). Klocki hamulcowe się już definitywnie skończyły więc trzeba będzie dokonać jakichś zakupów w internecie łącznie z kluczami do suportu Hollowtech II i kleszczami do linek i pancerzy. A może dojdzie do tego jakieś siodło z prawdziwego zdarzenia bo już nie wytrzymam tego dłużej.

Tak było na Łysej Górze o 5 rano:

A tu uchwyciła mnie kamera na stronie www.lysahora.cz :

Kykulka:

Wschód słońca na Kykulce (to akurat wspominam miło):

Kycera sedlo:

Trochę ślizgawicy podczas zjazdu na dół (bez szaleństw - szkoda zdrowia):

Widok na Łysą Górę i Travny - nadal w chmurach:

A to już prawie Smilovice:

Barany postanowiły zrobić komuś psikusa i poszły w świat:

To sem ja:

Widok na Javorovy przed Ropicami:

W Ropicach:



Sindelna, pod Kaluzny, u Slavica, Moravka

  • DST 78.00km
  • Teren 16.00km
  • Czas 04:19
  • VAVG 18.07km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 11 listopada 2012 | dodano: 11.11.2012

Dzisiaj - w niedzielę, postanowiłem zorganizować sobie odpoczynek od tego całego szumu związanego z dniem 11 listopada. Będą się prali czy nie? - główne pytanie w telewizji. No i teraz słyszę, że się jednak piorą. Zryty kraj.
Pogoda wyśmienita, doskonała widoczność (ze Slavica widać było Tatry!) nie mówiąc o temperaturze w okolicach 15-18 stopni. Momentami gotowałem się w długich gaciach. Cieszyn-Rzeka-Sindelna-Kaluzny-Slavic-Moravka-Komorni Lhotka i przez Hnojnik do Czeskiego Cieszyna. Do Rzeki huraganowy wiatr w pysk. Za to jak wyjechałem na górę... no nie potrafię tu w słowach wyrazić zachwytu nad tym co dzisiaj przeżywałem na szlaku. Jazda po asfalcie to flaki z olejem przy których wieje nudą. Kamienie, korzenie, trochę błota i ogólnie teren - to jest to co mnie najbardziej kręci w kręceniu ;-) REWELACJA. Tempo nie najlepsze, ale tak to jest jak się raz czy dwa razy na 2 tygodnie wskoczy na rower.
Trasa:


I tradycyjnie fotki:
Początek terenu:

Na szlaku:

Dolina Rzeka:

Z Sindelni w stronę Kałużnego po zajefajnym, ciekawym szlaku:

Potem było mniej więcej tak:






Chata u Slavica:


Panorama u Slavica - to najwyższe to Wielki Połom - 1067 m.n.p.m::

A to już Moravka:

I dalej przez Komorni Lhotkę przez Hnojnik w stronę Cieszyna. Na obrzeżach Czeskiego Cieszyna są takie oto pola golfowe:



Cieszyn - Górki Małe - Cieszyn

  • DST 60.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 02:36
  • VAVG 23.08km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 10 listopada 2012 | dodano: 10.11.2012

Sobota miała być wolna, ale wyskoczył załadunek okien w Wodzisławiu. Jako, że ostatnimi czasy nie mam w ogóle możliwości pokręcić to połączyłem przyjemne z pożytecznym - czyli dotarcie do auta na dwóch kołach. Pogoda fajna, ok 12 stopni ale gorzej z wiatrem. Ten dokuczał całą drogę. Wiał mocno chyba z każdej możliwej strony, za to w plecy sporadycznie. Trochę trzeba było powalczyć z siłami natury. No i terenowy klocek 2.1 cala też robił swoje. Nie zmieniałem opon, bo jutro może uda się wyskoczyć w jakieś góry (o ile pogoda pozwoli). W tamtą stronę w dzień z plecakiem z ciuchami i butami na przebranie. Powrót w ciemnościach - zastąpiłem ciuchy i buty w plecaku mlekiem w butelkach o całkowitej pojemności 5.5l. Tylna opona miała więc w miarę dobrą przyczepność ;-). A ja tym samym więcej włożonego wysiłku do przemieszczania się.



Terlicko, Karwina

  • DST 44.00km
  • Teren 5.00km
  • Czas 02:17
  • VAVG 19.27km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 1 listopada 2012 | dodano: 01.11.2012

Z Waldkiem na rozruszanie kości pojechaliśmy dziś (na czuja - jak to zwykle bywa w kierunku zachodnim) w stronę Terlicka. Droga trochę, ale tylko trochę podobna do tej którą przemierzałem w niedzielę. Za to bardziej urozmaicona. Zrobiliśmy (jak się potem okazało) fajną pętlę w lesie, gdzie było błoto, kamienie, trochę korzeni, fajne zjazdy - no po prostu maaaalina ;-). Rower trochę upaprany ale co tam. Dotarliśmy do Terlicka, potem przez Albrechtice do Stonawy, koło kopalni OKD Darkov. Dalej do Karwiny i wałem wzdłuż Olzy i częściowo wzdłuż drogi do Czeskiego Cieszyna. Mapa (dzieki Waldek za ślad):

I trzy fotki:
Terlicko zapora:


Most na Olzie niedaleko centrum Karwiny:


09.11.12 Nie mam czasu na jeżdżenie. Roboty od zawalenia. Tydzień w trasie i zero, dosłownie zero możliwości pokręcenia ;-(.



Terlicko, Żermanice

  • DST 41.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 02:00
  • VAVG 20.50km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 28 października 2012 | dodano: 28.10.2012

Miały być góry ale... było trochę za mokro z dodatkiem śniegu. Naprawdę niewiele brakowało do wyruszenia w okolice Javorovego (choćby trawersem przetrzeć szlak od Gutów w stronę Tyry). Powtórka z ostatnich zmagań z rowerem (czyszczenie) nie widziała mi się za bardzo. Po kościele o 11:30 bardzo żałowałem, że jednak nie pojechałem. Niedziela bez rowera dniem straconym a że było już przed 15 to bez namysłu pojechałem jednak w cholerę przed siebie. Było krótko, do Terlicka i Żermanic na czuja. Trzeba było trochę na siebie włożyć bo koło zera... a na nogach jedna para skarpet (o jedną za mało) + jednorazówki. Przez ostatnich 10 km trochę mi stopy zmarzły, ale nie było najgorzej. Dodatkowo linka tylnej przerzutki zaczęła przymarzać. Powrót z Żermanic znaną mi już dobrze drogą po zmroku. Cholera, namieszali z tym przestawianiem zegarków. Nie ma się już za bardzo co wypuszczać bo strasznie krótki ten dzień.

Wlot do Terlicka:

Terlicko jezioro:

Łan mor tajm Terlicko:

Wyjazd z jeziora między drzewami w lesie a potem trochę po śniegu. Świetnie się w czymś takim jeździ ;-) :

Z Terlicka do Żermanic na czuja drogą o szerokości samochodu osobowego. Dotarłem:

A to już prawie Czeski Cieszyn...:


Wróciłem przez 18. Pomimo mokrej drogi dobrze się było gdzieś ruszyć i absolutnie nie żałuję. Aha, aparat zaczął w końcu ze mną współpracować (nie wiem w końcu co mu było), więc fotki lepsze nić ostatnio ;-).