Marek87 prowadzi tutaj blog rowerowy

Beskydsko-Javornicka Bezecka Magistarala

  • DST 174.00km
  • Teren 90.00km
  • Czas 13:07
  • VAVG 13.27km/h
  • Podjazdy 4182m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 28 września 2014 | dodano: 17.10.2014

W ubiegłym roku jadąc po zostawioną pompkę w Koprzywnicy (po Drtiću 2013) natknąłem się na Konećnej na tablicę prezentującą magistralę biegową (narciarską) po stronie słowackiej. Zrobiłem focisza owej tablicy i przeanalizowałem trasę na czeskim Cykloserverze. Pomyślałem żeby ją przejechać na rowerze. Siedziała mi w głowie aż do niedawna. Postanowiłem się wybrać. Biegowa magistrala zaczyna się za Bumbalką i biegnie aż do Cadcy po paśmie górskim Wielkich Javorników. Ma około 50km (oczywiście w terenie). Jechać przez Czadcę do Turzovki i na górę było kiepskim pomysłem dlatego dołożyłem do magistrali wschód słońca na Łysej (dzień wcześniej padało a na niedzielę miała być extra pogoda) i bez wątpienia najlepszy terenowy odcinek zeszło- i tegorocznego Drtića. Rzut okiem na historię z kamer na lysahora.cz. Wyjazd o 03:30. Asfaltami do Krasnej i szutrówami po ciemku (fajnie ;) ) na górę z końcowymi dwoma kilometrami po asfalcie. Na górze około 40 osób (w tym ekipa z czeskiej telewizji). Fajne widoki. Poniżej wschód z Tatrami na horyzoncie. Po prawej od Tatr była caluśka Mała Fatra od Rozsutców po Velką Lukę. Ponoramy nie dało się zrobić, bo padł mi wyświetlacz w aparacie – robiłem przez wizjer. Ciężko było w ogóle uruchomić „na czuja” tryb panoramiczny z menu.

Mała Fatra

Mgły przedzierające się przez zbiornik Szańce do Frydlantu.

Na górze trochę czasu mi zeszło. W dół czerwonym z przechodzeniem przez barierki wzdłuż asfaltu. Super kamerdolnia, szczególnie w górnej części. W drodze na Visalaje z rana same rarytasy.



Podjazd pod Biały Krzyż z zerwaniem linki przedniej przerzutki przy mocowaniu. Postrzępiła się i została na jednym druciku. Podniosłem przerzutkę 2cm do góry (aby złapać linkę). Zmieniarka w tym położeniu nie działała za dobrze ale na tyle względnie, że bez problemu dało się jechać. Za Białym Krzyżem to co najlepsze czyli singlowo-korzeniście-kamieniście. Uwielbiam.


Dalej już nie było tak kolorowo. Sporo wilgoci, błota, grzebania się. Po drodze barany...

... a za nimi kilkukilometrowy, rozdeptany przez nie szlak (a raczej błotnista breja). Przez chatę Kminek (z przerwą na jedzenie)...

... Masarykovą do Bumbalki. Koniec trasy Dtrtića i przejazd w stronę Makowskiej Przełęczy przez Trojaćkę. Potem dalej wzdłuż granicy w sporym błocie i w bardzo mokrych warunkach przez Lemesną z minięciem pięciu czeskich MTBków… 


… i przez przełęcz pod nią na stronę słowacką. Pod Hricovcom początek magistrali.


Na magistrali mokre tereny w lesie (sporo błota i grzebania się z uślizgami) oraz nieco bardziej suche na otwartych przestrzeniach. Fajne widoki po drodze na Małą Fatrę i dalsze pasma górskie w kierunku południowo-zachodnim (w tym na Klak). Na trasie.


Osada Gregusovci i widok na Małą Fatrę.

Dalsze widoczki po drodze. Łysa (na środku) i Travny.

Górki na południowy zachód od Małej Fatry. W tym najwyższa górka mniej więcej na środku to chyba Klak (1352m n.p.m.).

Trochę po łąkach…

… i w błotku.

Takich bagnistych miejsc w drugiej części magistrali było naprawdę multum. Na zdjęciach nie widać ale piszę poważnie. Co chwilę schodziłem z rowera w pełni podirytowany tym stanem rzeczy. Kompletne nieporozumienie. Drogi rozjeżdżone, rozorane przez traktory, motory, quady i inne maszyny. Tor przeszkód czasem nie do obejścia! Po drodze niezliczone ilości tych pojazdów. Słowacy urządzają sobie tamtędy chyba rozrywkowe off’roady w ramach niedzielnej rozrywki. Wiele razy krew się we mnie gotowała… Karabin i strzelać!
Jakubovski Vrch i widok w stronę polskich i czeskich górek. Skrzyczne, Barania (po prawej), Połomy (po lewej) itd...

Jeszcze raz Mała Fatra przy zachodzie słońca.

Widać też było całkiem wyraźnie Tatry (na horyzoncie).

Jeszcze wygrzebanie się na Chotarny Kopec i w dół do Czadcy. Z Czadcy już po ciemku do domu. Byłem już dosyć mocno zbity z tropu a więc jazda kompletnie na luzie.
Po tripie rower do mycia i rozbiórki. Kompletna demolka. Luz na tylnym kole okazał się poluzowanym bębenkiem. Dobrze, że się nie odkręcił bo bym był w czarnej...



Zdemontowałem i wyczyściłem (najpierw w wodzie, potem w ropie) wszystko prócz bębenka, przedniej piasty i widelca (tego akurat oczywiście zdjąć musiałem do reanimacji sterów). Suport się zatarł. Niedawno nabite nowe łożyska przestały się obracać… Pełno błota w środku. Wspaniały HTII.
Fajne, nowe tereny. Gdyby warunki były trochę bardziej suche to wspominałbym je milej. A tak to trochę mi czasem poszkubało nerwami… ;). Pod względem wysiłku (mokre warunki i kilometry w terenie) zdecydowny trip sezonu. Szkoda, że samemu… Mnóstwo czasu spędzonego przy rowerze. Nie ma jak potripowy (niczym po/przedsezonowy) serwis roweru... 90km (+-5km) w terenie. 100km w pionie w tym roku strzeliło. Więcej fotek (również ze wschodu słońca) tutaj: Fotki



Kilka czeskich górek

  • DST 98.00km
  • Teren 40.00km
  • Czas 06:21
  • VAVG 15.43km/h
  • Podjazdy 2074m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 21 września 2014 | dodano: 21.09.2014

Tylne koło zrobione u Remika. Szprychy ponaciągane. Ostatni odcinek pancerza uszczelniony końcówkami z noskami (nie do zdobycia w Cieszynie!) i koszulką termokurczliwą. Dosyć zmieniania pancerza co każdy błotnisty wypad!
Ostatnio nie mam możliwości na jakiekolwiek aktywności rowerowe. Z pozostałymi też krucho. Szał z eksportami do Włoch. Pełno telefonów. Gorzej z powrotami ale mamy taką stałą jedną robotę no i od 3 tygodni wolne tylko niedziele. Reszta poza granicą :/.
Niedzielne kręcenie po czeskich górkach. Trochę w górę, trochę w dół. Można byłoby prościej no ale trzeba sobie dawać w tyłek i tłuc coś w pionie. Pod Javorovym uratowałem Czecha z urwanym łańcuchem. Nie miał bidula zakuwacza. Strasznie dziękował. Chciał postawić piwo ale... zamiast tego popedałowaliśmy trochę razem. Jazda na tripie kompletnie bez polotu, sił, chęci. Nogi, głowa - nic nie funkcjonowało. Do wymazania!

Z Gutów na Gutskie SIodło, zielonym na Javorovy. Dalej na Sindlenę, pod Kałużny... Sporo błota i "bahna" jak się dowiedziałem od knedli jadących w odwrotnym kieruku.

...pod Ostry...

...w dół do Kosarzysk żółtym i w górę na Kamenity, Slavić, pod Połomy z małym błądzeniem po dzikich trawersach.

Spod Połomów do Moravki i na koniec przeklęty niebieski na Kotaż. Szlag, bo jest skubaniec ambitny w pionie. Wyjechane z 2 czy 3 postojami. Tfu!
 
Z Kotaża niebieskim do Komornej i do Cieszyna (od Moravki już przy hałasującym napędzie).
Na tripie generalnie padacznie ale morda i tak ucieszona. Przerzutka działa jak ta lala. Poskutkowało z uszczelnieniem.



Po mokrych asfaltach (XC Skoczów+górki)

  • DST 140.00km
  • Teren 10.00km
  • Czas 06:50
  • VAVG 20.49km/h
  • Podjazdy 2032m
  • Sprzęt Górska szosa
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 14 września 2014 | dodano: 21.09.2014

Merida zdefektowała po ostatnim wypadzie na trasę mega maratonu w Istebnej (strzeliła szprycha w tylnym kole przy kołnierzu piasty). Nawet nie wiedziałem kiedy. Mocno popadane, sporo błota w górach więc ruszyłem górską szosę na twarde nawierzchnie. Z Andrzejem i Łukaszem pooglądać zawody XC w Skoczowie. Na starcie patrzę... Biker w ciuchach Remik Bike. Po 10 sekundach kapnąłem się, że obok niego (Bartosza) stał Remik. Trochę pogadaliśmy i wio! Remik na endurowej maszynie Gianta :). Wszystko chyba na XTR.


I Bartosz... Patrzcie na rower - pierwsze kółko! (3x6km). Pełno błota!

Remik dojechał trzeci (na endurówie wypas!)... (rower z błotem).

...a Bartosz w końcówce urwał przerzutkę (nie hak). Wszystko pozaklejane błotem! Dosłownie wszystko. Kółka przerzutek się nie kręciły i wszystko padało. Zwinęliśmy się. Dojechał Waldek i w 4 popedaliliśmy do Ustronia. Cieszyniacy pojechali do domu, Waldek ze mną kawałek dalej i potem już sam na Kubalonkę ul. Kasztanową (shit! - wyryp po płytach jak się patrzy! młynek i zabójcze tętno - nie trzeba jeździć w Żywiecczyznę pod Krawców Wierch). Nigdy już nie pojadę głowną drogą :). W Jaworzynce bardzo trudna trasa górska... Nie ma żatrów ;).

Z Jaworzynki przez Hrczawę, po pagórkach pod górami i na Javorovy na Kofolę (od Istebnej w niewielkim ale jednak deszczu). Widoki żadne. Wszystko w chmurach. Z Javorovego do Cieszyna. Cały mokry..





Trasą mega maratonu MTB w Istebnej

  • DST 133.00km
  • Teren 40.00km
  • Czas 08:11
  • VAVG 16.25km/h
  • Podjazdy 2636m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 7 września 2014 | dodano: 14.09.2014

Trasą mega maratonu MTB w Istebnej. Może napiszę coś tu więcej wkrótce. Kiepsko z czasem. Rowery się sypią, szprychy pękają po takich tripach i w ogóle. Było grubo. Ekipa chciała mnie zatłuc za tą wyrypkę ale ostatecznie wszyscy zadowoleni!
Moje focisze z tripu tutaj: foty

Filmos :)



Beskid Żywiecki - Rachowiec-Wlk Rycerzowa

  • DST 177.00km
  • Teren 45.00km
  • Czas 10:23
  • VAVG 17.05km/h
  • Podjazdy 3108m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 31 sierpnia 2014 | dodano: 05.09.2014

Beskid Żywiecki po raz czwarty. Niesamowite, kultowe, dzikie klimaty tych wspaniałych gór! Wypasiona ekipa 10 osób: ja, dwa Jakuby, Marzena, Grzegorz, dwa Rafały, Arek, Konrad, Kazik (kolejność przypadkowa). Z Cieszyna do Rajczy na zbiórkę tradycyjnie rowerem. Jazda jak to po asfalcie - bez większej euforii ale przyjemnie z miodnymi widokami spod Ochodzitej na Laliki i Rajczę we mgłach. W tle Tatry. Na podziwianiu widoków ktoś mnie z tyłu strąbił :). Okazało się, że to Rafał i Kazik w samochodzie w drodze do Rajczy. Stanęli na chwilę i pooglądaliśmy razem. Warto było wstawać o 4 rano. Na poniższej pierwszej focie po prawej Rachowiec (z widoczną trasą narciarską). Tam jedziemy.


Po zbiórce w Rajczy asfaltami do Soli. Z Soli czerwonym na Rachowiec. Od tego dojazdowego asfaltu z Cieszyna coś mi się mózg zbyt mocno zlansował. Szlak w 100% wyjezdny a ja co chwilę rozczarowywałem siebie samego licznymi podpórkami... 

Piękne widoki ze szlaku!

Widok z Rachowca na Ochodzitą. Pod nią robiłem poranne zdjęcia (pierwsze we wpisie).

Z Rachowca czerwonym na Wielką Raczę. Dwa Jakuby z Konradem mieli być przed nami (dojeżdżali do Zwadronia pociągiem i według zasięganych informacji od turystów mieliśmy do nich kilkanaście minut straty) a okazało się, że nas gonili. Twierdzące odpowiedzi piechurów na pytania "Czy mieli takie same koszulki (ze wskazaniem na swoją z bbRiderZ)?" zdawały się być wiarygodne. Guzik!
Kikula z poprzedzającym ją kilkusetmetrowym wypychem. Uhhh!

Hopki, hopeczki ... :).

Singielki... Bajer!!! Czerwony jest super. Jechałem nim kiedyś ale w drugą stronę.


Wielka Racza.

Po zderzeniu się z trójką pościgowców na Wielkiej Raczy chwila na widoczki. Mała Fatra jak na dłoni. Tak jak i inne górki. Beskid Mały, Śląski... Oprócz widoków na góry, dwa Jakuby zachwycały się zagranicznymi, dwoma sarenkami w oczojebnych, kolorowych leginsach. Dziwne takie... jakby upośledzone... ;).

Mała Fatra.

W stronę Przegibka/Wielkiej Rycerzowej podobnie jak całkiem niedawno, tylko nieco bardziej sucho a i tak mokro :P. Polana na tle Małej Fatry. Karel dojeżdża do ekipy.

Po przebojach z "siostrą" posądzającą mnie o robienie bobków na polanie ruszyliśmy dalej... Pomimo tego, że jechałem tam całkiem niedawno, przyjemność z jazdy nie mniejsza. Mnóstwo, ale to naprawdę mnóstwo korzeni i technicznych fragmentów. Klasyk! Karel i Grzegorz w akcji.

Rafał brusi na specu :). Pozytywnie zakręcony chłopak. Miło było mi go poznać całkiem niedawno!

Na Przegibku mały popas. Zupy i bułki na pochylonym stole. Podkładanie rękawiczek i inne cudne rzeczy :). Park maszyn :).

Z Przegibka pod Rycerzową. Ze względu na konieczny wypych objechaliśmy boczkiem pod bacówkę.

5zł :)

Wielka Rycerzowa

Arek, Konrad, Rafał na tle Babiej...

Mała Rycerzowa

Pod bacówką. Pełny, uchichany skład :).

Spod Rycerzowej czerwonym do Rajczy. Super!

W Rajczy pożegnanie. Pojechałem przez Laliki do domu. W Lalikach postałem 40min bo dopadł mnie deszcz. I tak musiałem coś przekąsić, bo nie było z czego kręcić. Z Lalików do Cieszyna już po mokrym asfalcie.
Widok spod Ochodzitej na czeskie górki. Kozubowa, Javorovy i inne...

Kazik postarał się jak zwykle o film! Warto pooglądać. Fajna produkcja :).

Teraz mam niewielki wysyp rowerów. W Kellysie padło dolne łożysko sterów (całkiem niedawno serwisowane - zgniło od syfu). Naprawiłem. W Meridzie po tripie luz na tylnym kole na konusach. Z czasem ostatnio kiepsko :(. Rower (a właściwie trzy rowery) pucowałem po tygodniu po ciemku. Zaraz po tej rozrywce tylna piasta w Meridzie do roboty... Takie tam późno-wieczorne piątkowe posiedzenie zaraz po powrocie z Włoch. Dzieki wszystkim za tripa!
Dane z navime przekłamane i nieprawdziwe (czas trwania, data). GPS inicjalizował mi się przy oknie (po ostatnim, włoskim bieganiu) i zapisał 1 punkt śladu po 23 w sobotę :). Stąd te prawie 21h trwania.




Koziniec

  • DST 47.00km
  • Teren 5.00km
  • Czas 02:29
  • VAVG 18.93km/h
  • Podjazdy 652m
  • Sprzęt Górska szosa
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 24 sierpnia 2014 | dodano: 24.08.2014

Niedzielny wycieczkowy trip z Ludziem na Koziniec. Do południa padało. Po południu też, pogoda niepewna... Planowałem w końcu asfaltem na Javorovy ale pod wieczór było zbyt mało czasu i wyszedł Koziniec.







Z Kozińca w stronę Tyry szutrówami...

Z Tyry do domu między ślimaczkami ;). "fuuuuujjjjj..."... :D





Górki - Cieszyn

  • DST 24.00km
  • Czas 00:58
  • VAVG 24.83km/h
  • Podjazdy 205m
  • Sprzęt Górska szosa
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 20 sierpnia 2014 | dodano: 21.08.2014

Pogoda porzyżowała mi plany jeżdżenia do Górek na rowerze. Powrót w środę.
Harbutowice.

W Ogrodzonej jakiś czas temu sfrezowali te ogromne garbo - koleiny.



Cieszyn - Górki

  • DST 27.00km
  • Czas 01:10
  • VAVG 23.14km/h
  • Podjazdy 211m
  • Sprzęt Górska szosa
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 18 sierpnia 2014 | dodano: 21.08.2014

Dojazdowo do roboty. Po ciemku. Dane kilometrowo - czasowe zapisałem, śladu już nie. Zapomniałem.
Cieszyn-Dzięgielów-Cisownica-Ustroń-Nierodzim-Górki. Kręcenie takie sobie. Nogi trochę zaruściałe po Beskidzie Żywieckim.
Światła na wiślance w Ustroniu :).



Beskid Żywiecki - Mędralowa

  • DST 204.00km
  • Teren 30.00km
  • Czas 10:36
  • VAVG 19.25km/h
  • Podjazdy 2986m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 17 sierpnia 2014 | dodano: 21.08.2014

Trzeci w tym roku wypad w Beskid Żywiecki. Absolutnie rewelacyjny, na pewno nie gorszy niż dwa poprzednie. Grzegorz ma opanowane tamte rejony do bólu więc można jeździć bez mapy :). Na facebooku zgłosiło się 6 osób a w rzeczywistości zjechało się 11 bikerów! W Jeleśni przeżyłem istny szok w związku z taką sytuacją. Zbiórka właśnie w Jeleśni o 8mej rano. Dotarłem boczkiem do Bielska a potem ciorałem już główną drogą (ruch w niedzielę rano był niewielki).
Kozakowice. Powoli wstaje nowy dzień... Równica.

Soła w Żywcu.

A oto cały zakręcony skład. Beze mnie (po drugiej stronie aparatu).

W gupie, całą szerokością pasa do Korbielowa :)... (fot. Maciek).

W Korbielowie wlot na żółty w stronę Głuchaczek. Coś niesamowitego. Szlak rewelacyjny. Miejscami wymagający ale super!!! Początki po łące i w lesie :).

Jadę i ja :). (fot. Maciek)

Reszta ogonka.

Kazik i Rafał napierają.

Pierwszy lepszy zjazd, prosty technicznie bez kamerdolni... 2 kapcie, w tym jeden na bezdętce więc samo się zakleiło...

Maciek i Jakubiszon.

Grzegorz na tle Babiej Góry.

No i rodzynek ;).

Jedziemy dalej w stronę Głuchaczek szlakiem granicznym w świetnych humorach.

Głuchaczki.

Mijamy Guchaczki wężykiem.

Dalej próba godnego podjazdu. Konrad wygrzmiocił na górę. Ja, Kuba i Maciek zdefektowaliśmy z powodu braku przyczepności. Był potencjał siłowy, brakło techniki. Objechały mi dwa koła naraz.
Pilsko.

Marzena z Maćkiem zaczęli oczywiście akcje z tytułu: Jak mnie złapiesz to wezmę cię w krzaki... ;). Patyk do obrony nie pomógł :).


Z powyższego miejsca postojowego lekko w dół singlem na stronę słowacką i w górę mega wypasionym, singlowym podjazdem!


Słupek Mędralowej. To najbardziej na północ wysunięty punkt Słowacji.

A na Mędralowej fajne widoki :).

Kompletna ekipa!

Dalej sznureczkiem w stronę Jałowca.

Po extra wypasionym zjeździe. Miodzio z korzeniami! Potem kamienie jak na zdjęciu.

Na Jałowiec ostatecznie nie dotarliśmy, choć patrząc teraz na mapę nie wiem dlaczego tak się stało...
Podjazd pod Suchy Groń (Czerniawa Sucha).

Widok z góry. Na środku Babia Góra, po prawej Pilsko.

Marzena na tle Jałowca.

No i tradycyjny reset mUzgu.


Zjazd w dół do Koszarawy, przez Przyborów w stronę Jeleśni. Po drodze zakupy i pieczenie kiełbasy na (jak to nazwał Arek) "urokliwej" wyspie na rzece. Daleko tam było do uroku tejże no ale wyspa jako - tako była :D.
W Jeleśni chwila rozmyśleń jak wracać (miałem dwie samochodowe opcje do wyboru) ale ostatecznie poszedłem z Grześkiem, Marzeną, Arkiem i Jakubiszonem na piwo. Z tym ostatnim pojechałem dalej przez Sopotnię Małą (znowu wspomnienie praktyk geodezyjnych) i Juszczynę do Węgierskiej Górki. Tam się rozdzieliliśmy. Kuba pojechał na Bielsko a ja w stronę Traktu Cesarskiego.
Węgierska Górka. Po prawej Hala Rysianka i Lipowska. Na środku Romanka i między pagórkami przełęcz Pawlusia.

Chwilę po zrobieniu tego zdjęcia parka obok mnie... "Widzisz, chłopak jedzie z gór. Popatrz jaki ma ubłocony rower i jak czyści łańcuch". No tak, smarowałem, bo piski były nie do zniesienia :).
Z Węgierskiej Górki przez Kamesznicę i asfaltowy podjazd na Przełęcz Koniakowską. Ostatnie kilkaset metrów daje w d**e!!!
Z przełęczy nigdzie indziej jak na Ochodzitą... Widać było Rozsutce na Małej Fatrze.

Tyniok i Barania Góra.

Zjazd w dół do doliny Olzy i przez Bukowiec, Jabłonków do domu.

:)))))))) <- tak mogę skomentować ten wypad. Miazga jak zawsze i to w extra grupie! A mogło być nas znacznie więcej! Dzięki za wspólne kręcenie!!!



Filipka

  • DST 67.00km
  • Teren 5.00km
  • Czas 03:52
  • VAVG 17.33km/h
  • Podjazdy 1050m
  • Sprzęt Górska szosa
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 15 sierpnia 2014 | dodano: 16.08.2014

Piątkowy trip z Ludziem po przyjeździe do Cieszyna z Górek. Planowałem Javorovy asfaltem, potem zmieniłem na Kałużny od Tyry szutrówą i dalej terenem w stronę Javorovego. Po drodze plany się jeszcze pozmieniały, bo w paśmie Javorovego mocno padało. Pokropiło nam w Trzyńcu, małe przeczekanie większego deszczu i obranie innego kierunku - na Filipkę od Hradka.
Jest podjazd :).


Ostry (po prawej), Kozubova (po lewej)... a jeszcze bardziej po lewej widać jak leje.

Z Filipki w dół do doliny, przelot szutrowym trawersem w stronę Trzyńca i do domu przez Leszną. Ludź pełen mocy świetniej już daje radę :).