Marek87 prowadzi tutaj blog rowerowy

Opava

  • DST 205.00km
  • Teren 70.00km
  • Czas 09:54
  • VAVG 20.71km/h
  • Podjazdy 780m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 27 lipca 2013 | dodano: 29.07.2013

To był pracowity tydzień. Poprzedni weekend we Włoszech, powrót w środę, w czwartek podziałałem w terenie w geodezji. Na wieczór tego samego dnia załadowałem okna do Świdnicy i Dzierżoniowa. Zjechałem do domu w sobotę o 6:20 (tak długo mi zeszło z tymi cholernymi oknami). Szybka zmiana opon na semi-slicki, pakowanie i o godz. 7:10 z 10 minutowym poślizgiem meldunek na kładce przy Al. Łyska. Wspólne rowerowanie. Kierunek Opava. O nie nie... nie do Karvinej, Ostravy i dalej do miejsca docelowego. Trasa przeurozmaicona. Masa ścieżek, szutrów - szlaków których próżno byłoby mi szukać na mapie. Andrzej na giepsie wyczarował takie drogi, że głowa mała. Ilość kilometrów po głównych asfaltach zmieściłaby się w 20-30. I to nie jest przesada. Jazda spokojna, bez napinania. Czas orientacyjny, bo skasowałem dane z licznika w Garminie przed kolejną, niedzielną trasą nie zapisując wcześniej info z Opavy (ehhh ta świadomość posiadania śladu). Wiem, że średnia ruchu wyszła około 21km/h. Potwierdziło to też navime.



Na początek do Ligotki Kameralnej, przez Nosovice do Frydka. Dalej wzdłuż Ostravicy w stronę Ostravy takimi ścieżkami.

Wzdłuż Ostravicy © Marek87

Wzdłuż Ostravicy © Marek87


Przez Ostravę po ścieżkach i dalej szutrówkami na Hlucin. Łabędzie.
Łabędzie na zbiorniku Stepan koło Ostravy © Marek87

Wielki dąb po drodze © Marek87


W okolicach Hlucina bardzo fajne jeziorko. Woda czysta, ciepła. Jak tu trochę nie popływać?
Jeziorko koło Hlucina. Jak tu nie wejść do wody gdy ona taka czysta? © Marek87

Uśmiech na twarzy i można jechać © Marek87


Dalej w stronę Dolnego Benesova polnymi ścieżkami.
Okolice Dolnego Benesova © Marek87


Uzupełnienie płynów w sklepie. I dwa rowery.
Szosowa wersja meridy prze sklepem a za nią dwukołowy pomykacz z fikuśnym naszyciem na siodło w kolorach Kofoli © Marek87


Trochę asfaltu i lądujemy w mieścinie Kravare a tam zamek i świetnie urządzone pole golfowe. Naprawdę jest na co popatrzeć.

Zamek Kravare © Marek87

Dalej przez Velke Hostice:
Velke Hostice © Marek87

Velke Hostice II © Marek87


Stamtad już rzut beretem do Opavy.
Wlot do Opavy wzdłuż rzeki o tej samej nazwie © Marek87

Opava © Marek87

Opava II © Marek87

Opava III © Marek87

Opava IV © Marek87

Opava V © Marek87

Opava VI © Marek87


Opava fontanna © Marek87


Bardzo przyjemnie w towarzyszących upałach zrobić stójkę nad bryzgającą z dołu wodą ;-).
Rower też musi się schłodzić. A przy okazji płukanie napędu z kurzu w fontannie © Marek87


;-)
Łeb pod (nad?) wodę © Marek87


Droga powrotna totalnie odjazdowa. Masa lasów, wzdłuż pól uprawnych, w wysokiej trawie, jeden ok. 2-kilometrowy singiel w lesie - najlepszy odcinek w całym tripie bez dwóch zdań.

Rzut okiem na Opavę © Marek87


Śmialiśmy się z chłopakami, że Daniel daniel3ttt znalazłby coś dla siebie ;-).
Bunkry w okolicach Opavy © Marek87


Po drodze żniwa w pełni. Niezłe sprzęty można było zobaczyć na polach. Dupne kombajny i pojazdy na gąsienicach. Na ścieżce wyprzedził nas osobówką jeden z biorących udział w tymże procederze i zrobił niezłą zadymę. A fota przypadkowa. Akurat miałem aparat w łapie.
Po czeskim szutrze © Marek87


Wlatujemy do kraju we wiosce Owiszcze.
Gdzieś przed Krzyżanowicami © Marek87


Dalej wzdłuż Olzy mijając dzikie stawy i jedno komercyjne kąpielisko.
Niedaleko przed Karviną © Marek87


Ostatnie 50km trochę trochę niemrawo z powodu sporych kilometrów w słońcu. A temperatura nie rozpieszczała. Wypad w pełni udany.

Aha. Zjadła mnie rutyna. Regulując zacisk hamulcowy po wymianie kół olałem to tylne, które z geguły nie trzeba poprawiać (aby klocki hamulcowe nie tarły o tarczę). Przód zrobiłem i kręcił się ok. Dopiero jak przyjechałem do domu, cofając lekko rower usłyszałem pisk dochodzący z tylnego zacisku. Zakręciłem z ciekawości tylnym kołem i szlag mnie trafił jak zorientowałem się po jakim czasie koło się zatrzymało. Część siły włożonej w kręcenie poszła tym samym w powietrze...

Znaczna ilość zdjęć nie jest mojego autorstwa. Dziękuję za udostępnienie fotek (może to ktoś przeczyta).



Po miejscu - Kostkowice

  • DST 33.00km
  • Czas 01:32
  • VAVG 21.52km/h
  • Sprzęt Superior
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 18 lipca 2013 | dodano: 18.07.2013

Ponownie nadszedł czas rozłąki z rowerem z powodu intensywnej pracy. Dopiero po tygodniu od ostatniego strzału szprychy w Meridzie zaniosłem koło do roboty. Wcześniej nie było okazji. Chłopaki uświadomili mi, że za słabe mam te koła jak na moją wagę (90kg/195cm) i trudny teren - powód strzelania szprych.
Merida z racji braku koła "uziemiona" stoi pod ścianą.Pozostał Superior. Poruszałem dziś w nim trochę kulki w łożyskach (czyt. ruszyłem go spod ściany) likwidując wcześniej obluzowane konusy w tylnym kole (zidentyfikowane przy przekładce opon przód-tył). Nie wiem czemu się poluzowały. Może zbyt słabo je skręciłem 1,5 roku temu.
Z Trzyńca (gdzie zostawiłem duże auto) na tym moim zbyt małym karakanie do Cieszyna i potem do Łączki na działkę przez Zamarski i Kostkowice. Nawet ciuchów nie ubierałem i rękawic. Tylko kask. Zdjęć nie będzie, bo nie brałem aparatu na taką krótką turystyczną przejażdżkę. Utwierdzam się w przekonaniu, że zdecydowanie za mały jest ten rower. Źle mi się na nim jeździ. Nie ma "tego czegoś" nie wspominając o jakiejś zrytej zgarbionej sylwetce.



Barania Góra - ok. 1220m n.p.m.

  • DST 100.00km
  • Teren 20.00km
  • Czas 06:28
  • VAVG 15.46km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 7 lipca 2013 | dodano: 07.07.2013

Po wczorajszym wypadzie skusiłem się na Baranią Górę z chłopakami. Jeszcze wieczorem doprowadziłem rower do użyteczności jezdnej. Pucowanie przede wszystkim napędu. Start 8.15 spod Biedry. Kierunek Cisownica, Ustroń, Wisła, koło zameczku prezydenta do góry na Szarculę, Stecówka, Przysłop, Barania Góra prawie do Malinowskiej Skały. W dół do szutrówki i przez Salmopol do domu. Dziś powtórka z rozrywki czyli sporo butowania po szlaku. Generalnie mało rowerowe te trasy ale i tak sporo zapaleńców po drodze. Przez całą trasę byłem trochę zbity z tropu (przez trochę obolałe nogi) - jakoś poszło.


Na Szarculi. Wczoraj jechała tam Pętla Beskidzka © Marek87


Posiedzenie na Stecówce © Marek87


Na czerwonym szlaku.
Ja na czerwonym szlaku © Marek87


Barania Góra
Wieża na Baraniej Górze © Marek87


Czerwony szlak od strony Przysłopa © Marek87


Widok w stronę Stożka (ten charakterystyczny pagórek po lewej) i Czantorię (po prawej). Pośrodku gdzieś Soszów © Marek87


Widok z Baraniej w stronę Skrzycznego © Marek87


Widok w stronę Milówki. Gdzieś tam w tyle w chmurach Pilsko i Babia Góra © Marek87


Na razie lekko wyleczyłem się z gór na rowerze. Za kilka dni pewnie ochota znów wróci.
Chodzą mi po głowie pomysły:
- Vysoka od Horni Becvy żółtym i czerwonym szlakiem
- Velky Javornik w Czechach (w obu przypadkach okolice Rożnowa pod Radhostem)
- Hala Rysianka od Ujsołów zielonym szlakiem (przez Kubalonkę, Stecówkę, Karolówkę)

Tymczasem po wypoczętym ;-) weekendzie czas wrócić do rzeczywistości.



Beskid Mały - Łamana Skała

  • DST 171.00km
  • Teren 60.00km
  • Czas 12:16
  • VAVG 13.94km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 6 lipca 2013 | dodano: 06.07.2013

Zrealizowałem odkładany od dawna plan, choć w całości się nie udał. Wycieczka w Beskid Mały czyli miejsce często ujeżdżane przez Kubę (k4r3l), któremu dziękuję w tym miejscu za wcześniejsze info na temat charakterystyki tamtych szlaków. Miało być do Leskowca trasą jaką przebyli BBriderz w maju. Skończyło się na Łamanej Skale, bo byłoby za długo i wracałbym po ciemku. Niemniej jednak dostałem tak po dupie, że jestem wyrąbany jak koń po westernie. Absolutne katowanie się po górach, śliskich kamieniach, korzeniach - szlakach rozoranych przez wodę z dnia poprzedniego. Dużo wypychania. Wiem, wiem, brak mi techniki, mocy w nogach ale cholera nie dałem rady w wielu sytuacjach. Po prostu nie i koniec. Nauka pokory. Trasa trudna. Średnia zdechła - tak jak ja... ;-).


A więc najpierw do Bielska bokami. Przez Górki Szpotawice do Jaworza.

Jaworze © Marek87


W Bielsku trochę jedzenia i w stronę Straconki. Odbicie w lewo na czerwony. Z początku ok. Potem mój "ulubiony" wypych. Rower ma mnie wozić ale co zrobić! Trzeba pchać bo stromo. Na górze już ok. Miejscami tak jak w Czechach. Docieram do Gaików. 800m z hakiem n.p.m.
Gaiki © Marek87


Dalej szczytami jedzie się ok. Cel kolejny. Hrobacza Łąka a na niej krzyż. (Czerowny szlak nosi miano papieskiego).
Hrobacza Łąka © Marek87


Dalej w dół czerownym do Porąbki. Z początku ok (jak na zdjęciu). Potem sieczka. Rozorany przez wodę szlak z luźnymi, wielkimi kamieniami. Z obawy o brak kompletu uzębienia po potencjalnym upadku miejscami sprowadzam.
Czerwony szlak do Porąbki © Marek87


Porąbka i zapora.
Porąbka i zapora © Marek87


Z Porąbki krótko asfaltem i na czerwony na Żar. Pomijając może z 200-300m przejechany odcinek - wypych na samą górę. Brrrrr. Na górze... Leskowiec->6h35min! Shit.
Drogowskaz na górze Żar z niezbyt zachęcającymi informacjami © Marek87


Po krótkim jedzeniu jadę. Oj ten czerowny na Przełęcz Kocierską taki sobie. Też trochę pchnia. Jednak na przełęcz Kocierską docieram i tak 1h 50min wcześniej niż czas dla piechurów.
Przełęcz Kocierska © Marek87


Z przełęczy w stronę Łamanej Skały malina! Jedynie pod Potrójną trochę wypychu. Szlak przypominał nieco ten u knedli. Szczególnie z początku zbity piasek i bez kamieni. Jednak mokro - jak wszędzie. Trochę dalej...
Czerwony na Łamaną Skałę © Marek87


Minąłem Łamaną Skałę z dwoma fajnymi skałami oczekując czegoś więcej dalej. No to się nie doczekałem. Dotarłęm do drogowskazu na którym widniał Leskowiec->1h 35min. Była 15 więc odpuściłem drogę do Leskowca i powrotną (nieuniknioną). Może innym razem. Zielonym w dół w stronę Kocierza Górnego całkiem ok. Choć też trochę kamieni. Wyjechałem na asfalt. Po kilku kilometrach, jak ten cały syf z napędu wyschnął, do samego Cieszyna jechałem w koncercie coraz to nowszych tonów pisków, zgrzytów. Przerzutki jak i cały napęd chodził jak zdezelowany Jelcz bądź Star. Krew mnie zalała. No ale co zrobić...
Gdzie tu nie ma błota? © Marek87


Aha, wcześniej się zorientowałem, że znowu praskla (jak by to powiedzieli Czesi) mi szprycha. Nic dziwnego. W końcu ostatnio też jedna strzeliła.
Nieszczęsna szprycha © Marek87


Dalej w dół i na Tresną.
Zapora w Tresnej na jeziorze Żywieckim © Marek87

Widok z Tresnej na Żar © Marek87


Przez Łodygowice, Buczkiwice, Szczyrk na Salmopol. Gdybym powiedział, że wyjechałem na Przełęcz Salmopolską to bym skłamał. Ja się na nią wytoczyłem.
Skocznie narciarskie w Szczyrku © Marek87

Salmopol © Marek87


To tyle. Dużo zarówno wrażeń jak i ciężkiej (jak dla mnie) całodniowej tułaczki po górach. Może gdyby było trochę bardziej sucho to byłoby lepiej. Jutro chyba Barania Góra. O ile nie wstanę połamany nad ranem.



Zebrzydowice - Biedronka i Młyńszczok

  • DST 41.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:44
  • VAVG 23.65km/h
  • Podjazdy 260m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 5 lipca 2013 | dodano: 05.07.2013

Podczas ostatniej jazdy trzeszczała niemiłosiernie korba oraz bloki w pedałach SPD. Rozebrałem korbę, przeczyściłem wszystko co się dało. Odkręciłem bloki z butów czyniąc to samo.
Dziś piątek i wreszcie wolny weekend. Pojechałem dziś do Zebrzydowic w błogiej ciszy napędu, choć bloki czasem się odzywały. Na zakupy do Biedry we wspomnianych Zebrzydowicach (w Cieszynie za blisko) - zaopatrzenie przed planowanym jutrzejszym wypadem w Beskid Mały (Leskowiec). Potem pojechałem zobaczyć na staw Młyńszczok. Ceny pożyczenia kajaka względne. Skoro w Cieszynie taka przyjemność kosztuje 10zł/30min (areał malutki) to 8zł/1godz w Zebach wypada raczej względnie. A jest po czym machać wiosłami.
Ślad dopiero od Małej Łąki bo zapomniałem skasować ostatniego. W drodze powrotnej nieźle mi dolało. Nie chciało mi się czekać to przyjechałem cały mokry.


Młyńszczok od zachodu © Marek87


Młyńszczok od zachodu nr.2 © Marek87


Młyńszczok ze wschodniej strony © Marek87



Kozubova, Ostry

  • DST 67.00km
  • Teren 15.00km
  • Czas 03:45
  • VAVG 17.87km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 2 lipca 2013 | dodano: 03.07.2013

Nie mam ostatnio w ogóle czasu na jeżdżenie. Non stop w trasie. Rzadko na miejscu. We wtorek od 5 na nogach, 600km autem. Zjechałem do domu po drodze wykręcić pauzę. Po przybyciu z buta z granicy pojechałem przed siebie na rowerze. Ruszyłem przez 17 a więc króko po górach. Na Kozubovą, przez Kałużny i na Ostry.

Podpatrzyłem u k4r3la inny serwis mapowy. Jest więcej informacji uzyskanych z GPSa. Nie wiem skąd brany jest czas ruchu, bo we wpisie umieściłem to co jest w Garminie. Navime.pl liczy jakoś inaczej:


Widok na nasze góry z Trzyńca Gutów:

Widok od Czantorii przez Soszów po Stożek. W tle Skrzyczne © Marek87


Podjazd na Kozubovą od Milikova trasą 6082. Nad Milikovem rozwidlenie.
Rozjazd na szlaku © Marek87


Dalsza część podjazu:
Szlak na Kozubovą (tutaj płasko) © Marek87


Widok na Jabłonków i Ochodzitą:
Widok na Istebną © Marek87


Nieco na prawo Mała Fatra i Wielka Racza:
Widok w stronę Małej Fatry i Wielkiej Raczy © Marek87


Chata na Kozubovej:
Chata na Kozubovej © Marek87

Tablica upamiętniająca polskiego inicjatora wybudowania chaty © Marek87


Żółty szlak z KOzubovej na Kałużny. W przeciwną stronę nie za bardzo pod rower. W dalszej części stromo.
Zółty szlak z Kozubovej w stronę Kałużnego/Kamenitego © Marek87


Dobre wyposażenie obserwacyjne przy chacie Kamenity. Można chwilę poleżeć:
Przy Chacie Kamenity © Marek87


Z Kamenitego przez Kałużny do chaty na Ostrym:
Chata Ostry © Marek87


W drodze powrotnej na zjeździe strzeliła mi szprycha w przednim kole. Następna przygoda była gorsza. Jadąc do Wędryni przez las perfidna pszczoła/osa (bądź inny włochowaty owad) zderzył się z moimi wargami. Pęd powietrza skutecznie trzymał tego latającego stwora na ustach. Zanim się zorientowałem i zdmuchnąłem (1-2sek) to coś postanowiło mnie użadlić. Warga trochę spuchnęła... Dobrze, że to coś nie wleciało do środka bo byłoby kiepsko.



Ogrodzona i Mały Javorovy

  • DST 64.00km
  • Czas 03:29
  • VAVG 18.37km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 21 czerwca 2013 | dodano: 21.06.2013

Piątek wolny - obowiązkowa przerwa w prowadzeniu samochodu (tachografu cyfrowego nie oszukasz). A jak wolne to załatwianie. Po części rowerem do Ogrodzonej (ostatnio urwało mi przewód pneumatyczny zasilający naczepę co unieruchomiło skutecznie samochód). Potem korzystając z okazji przez Bażanowice, Leszną do Trzyńca i na Mały Javorovy. Temperatura grubo ponad 30. Trochę się napociłem.
Ostatnia obrona pracy mgr na 5 utwierdziła mnie w przekonaniu, że jednak za ten trud coś od życia mi się należy (tytuł: Wyznaczenie dynamiki obiektów mostowych na podstawie badań interferometrycznych i fizykalnych). Tak z marszu bym tego wynalazku nie kupił ale nie po to człowiek pracuje itp itd. Mowa o towarzyszu podróży jakim jest Garmin Dakota 20 (nawigacjo- GPS data logger). Stary licznik Bikemate odmawiał współpracy jak poczuł trochę wilgoci. Myślałem nad bezprzewodową Sigmą, potem Holuxem 245. Po namowach znajomych padło właśnie na Garmina. Nie jestem zwolennikiem takich gadgetów (używam zdezelowanego tel. komórkowego, który jednak całkowicie mi wystarcza). Nie chcę widzieć żadnych smartfonów i innych wynalazków na których poprawne napisanie smsa graniczy z cudem.
Próba Garmina wypadła ok. Średnie trochę niższe niż na liczniku. Dane z GPS a więc full real ze współrzędnych. Czuły odbiornik GPS, który jednak w lesie ma problemy objawiające się "skaczącymi" prędkościami. Tzn raz pokazuje 2km/h, za chwilę 15km/h... ale ogólnie ok. Mapy muszę wgrać ale to potem, bo trochę jest z tym zabawy. Fajny gadget ale za niemałe pieniądze. Myślę, że jednak warto tym bardziej, że to do tak wspaniałęgo wynalazku jakim jest ROWER (choć nie tylko). Świetną sprawą jest przeklikanie trasy na cykloserwerze z możliwością exportu GPX z importem do garmina i jazdą jak po sznurku (nie jestem zwolennikiem nawigacji w samochodach na szybę ale w rowerze to bardzo praktyczne rozwiązanie - nie mówiąc o niszczejących papierowych mapach). Dziś 4h godziny i zasilania ubyła 1 kreska (z 4 - 1 raz naładowane aku). Więc podawane 18-20h przez producenta jest realne.


Ogrodzona przy sklepie z częściami:


W drodze do Bażanowic:


Garmin:




Źródełko na trawersie na Javorovy- czyli łeb pod wodę, koszulka również. Można się nawet napić z kubka (prawie standard w Czechach):


Javorovy:




Zielonym szlakiem z Javorovego na Gutske sedlo i do Rzeki:



Ceskoslovensky masakr - Koprivnicky Drtić 2013

  • DST 127.00km
  • Teren 80.00km
  • Czas 09:03
  • VAVG 14.03km/h
  • Podjazdy 3540m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 15 czerwca 2013 | dodano: 16.06.2013

Mój pierwszy maraton MTB. Niezawodniczy, na orientację w celu sprawdzenia swoich możliwości.Taka czeska górska sieczka po górach.

Spora frekwencja. 740 osób na starcie z 980 zapisanych.
O 6 rano docieramy do Koprzywnicy. Odbiór numerków startowych, mapy oraz napoju regeneracyjnego.


Przygotowania:

Mapa trasy:


Z drugiej strony papierowej mapy miejsca na punkty kontrolne zdobywane w trakcie jazdy (pieczątki w chatach - tam gdzie oznacznia K1-K7 na mapie papierowej powyżej). Dodatkowo miejsce na tzw. tajne punkty kontrolne, których lokalizację znał jedynie organizator (oznaczone żółtą tablicą "K" przy której były dziurkacze - widać poniżej po prawej stronie obok pieczątek - 2 sztuki). Chodziło o to aby nikt nie szedł na łatwiznę i nie jechał po innej trasie niż ta wyznaczona - oficjalna.

Czterech śmiałków na starcie:

I sporo innych zapaleńców:

Ludzie w przeróżnym wieku na zróżnicowanym sprzęcie. Widziałem i grupę alivio z V-reakami po spece, cannondale i inne wynalazki na fullu lub sztywniaki. Jednak myślę, że 80% dwukołowców zaopatrzonych było w hydrauliczne hamulce tarczowe.
Start 7:30. Fota organizatora (drticbike.cz)

Początki fajne. Mokro, błoto - żeby rozdziewiczyć tą czystość rowera i napędu. Po drodze bardzo dużo defektów. Od kapciów po łańcuchy, przerzutki...



Ondrzejnik poszedł gładko. Kolejka po pieczątkę była spora.

W dół do Frydlantu i niebieskim szlakiem na Ivanceną. Po drodze "bufet piwny".

No nie mogłem się oprzeć i wchłonąłem z 250ml Żubra.
Mogiła na Ivancenej:

Z Ivanceny trawersem do asfaltu i na Łysą. Jak podjeżdżałem to chłopaki już grzmocili na dół z prędkością ok 70km/h.
Kralovna Moravskoslezkych Beskyd 1323m n.p.m


Na Łysej smaczku dodawał potencjalny napój regeneracyjny wieziony w plecaku (ten od organizatora). Jak go spróbowałem to myślałem, że zwymiotuję. Smak nie wiem czego. Wody z ludwikiem! Okropność! Czytając tekst na puszce - czego to ten napój nie robi - wypiłem z krzywizną na twarzy...
Z Łysejna Biały Krzyż. Z Sulova do chaty Kminek w środku dnia przy 26 stopniach w cieniu po czerwonym szlaku miałem niezły kryzys. Teren dosyć ciężki, wooolna, dłużąca się jazda. Trwało to z 2 godziny. Poprawiło się znacznie po wypchaniu się dwoma bułkami, bananem, lionem, pączkiem, 0.5l (2 tabletki) multiwitaminy z biedry. Do tego 0.5l Kofoli na Bumbalce i było względnie. Do chaty Martinak z Bumbalki też ok. Cała ta tułaczka po górach wypełniona była myślami o końcowym podjeździe na Pustevny. Jak się jednak okazało, że chata Martinak jest na ok 750m n.p.m. a na Pustevny prowadzi 9km asfaltowego podjazdu z końcówką terenową po czerwonym szlaku i w dodatku ŁĄCZNE przewyższenie to 250m... malina - "som my w doma"!! Czesi też zgodnie potwierdzali - "to je hovno" ;-). A więc przy chacie Martinak kolejne 2 bułki, 2 paczki sezamków i cos tam jeszcze + kolejne 0.5l Kofoli. Nie wiem co ta podrabiana czeska Cola ma w sobie ale daje kopa. W drodze na Pustevny wyprzedziłęm chyba z 20-30 bikerów. Czułem się jakbym ledwo wsiadł na rower. Nie rozumiem tego trochę, że raz padam z nóg i mam mdłości na widok jedzenia a za niedługo jedzie mi się wyśmienicie. Z Pustevnego górskimi trawersami w stronę Frenstatu pod Radhostem (po drodze tajny punkt kontrolny). Do mety docieram pod wieczór ok. 19.
Dostałem trochę po dupie ale cały czas trzymała mnie jednak myśl, że nie po to przyjechałem na Drtic żeby się poddać i skrócić drogę do mety. Wszystkie punkty zaliczyłem jak i kilka fajnych rozmów po drodze z Czechami. I jeszcze jedno. Bezproblemowa technicznie jazda do mety. Żadnych strat. Owszem, zjazdy pokonywane ostrożnie (niektórzy, szczególnie na dwudziestkach dziewiątkach szli na łeb na szyję) ale ani kapcia ani nic. Biorąc pod uwagę trudność terenu (kamienie, korzenie na czerwonym szlaku) i stan porządnie zjeżdzonych opon jestem trochę zaskoczony. Było warto! W przyszłym roku na pewno tam wrócę! Szczególnie, że impreza jest bardzo dobrze zorganizowana! Uzyskane miejsce 150 na 740 oceniam bardzo pozytywnie, tym bardziej, że jechałem na luzaka bez świadomości o notowaniu kolejności dojechania do mety.



Zdjęcia lepszej jakości (ja robiłem zdezelowanym telefonem) są własnością Kazika. Dzięki!



Próba hamulców po Cieszynie

Piątek, 14 czerwca 2013 | dodano: 16.06.2013

Blisko dwa tygodnie bez jeżdżenia. W międzyczasie sporo pracy, obrona pracy magisterskiej (na 5 ;) ), modyfikacja hamulców. Właśnie. Byłęm trochę niewtajemniczony w tą kwestię przy kupowaniu roweru. Okazało się, że żywiczne okładziny w hamulcach hydraulicznych to jest kicz dobry na dojazdy do sklepu. Ewentualnuie niewielkie górki. Makabryczne zużycie (na ostatnim tripie w Boże Ciało zeszła połowa okładzin). Zakupy w XTRabike. Dwie tarcze SM-RT79 180mm + adapter hamulca tylnego PM na 180mm, 2 x metaliczne klocki E01S, olej do amortyzatorów Brunox Deo, rękawiczki i coś tam jeszcze. Szybki montaż i krótka próba po Cieszynie. A to wszystko po to by na następny dzień nie mieć niespodzianki na Kprivnickim Drtiću.



Deszczowy, górski, czeski off-road

  • DST 85.00km
  • Teren 25.00km
  • Czas 05:15
  • VAVG 16.19km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 30 maja 2013 | dodano: 30.05.2013

Dzisiaj wolne (Boże Ciało). Pogoda niepewna. W poważaniu miałem te przepowiedzi burz, gradobicia i innych "okropnych" zjawisk atmosferycznych. Zderzenie z Bartkiem o 7:30 i do Smilovic na miejsce zbiórki z dwoma kolejnymi potencjalnymi bikerami. Zaczęło mocno padać. Cierpliwość nasza się opłaciła i we dwóch pojechaliśm,y mokrym asfaltem do Ligotki Kameralnej, dalej żółtym na Prasivą. Z Prasivej apogeum wilgoci, błota, mokrych korzeni (szczególnie z Szyndzielni w stronę Kałużnego). Dotarliśmy po niezłej zabawie czerwonym szlakiem do Slavica iii... Miało być dalej czerwonym szlakiem w stronę Małego Połomu ale... szlak przestrzeliliśmy i zjechaliśmy do Moravki. Chyba trzeba było bić ze Slavica wzdłuż wyciągu na dół ale oznaczenia zero... Dalej przez Prażmo, Komorną, Hnojnik, Ropice do Cieszyna. Warunki ciężkie ale satysfakcja przejechania tych kilkudziesięciu kilometrów po górach w stanie (za przeproszeniem) upierniczonym - ogromna. Warto było, choć jak patrzę na dwa koła wołające "Doprowadź mnie do stanu używalności..." Hmmm...



A tu kilka fotek:
W oczekiwaniu na lepszą pogodę w sklepie w Smilovicach: czeski Kravsky i Konsky Hnuj. GRANULOWANY! ;):

Żółty szlak na Praszywą całkiem przyjemny z dwoma micniejszymi podjazdami. Na górze:

Bartek ciśnie:

Po drodze:

Chata Ropiczka (nieczynna) i zaspokojenie potrzeb żołądka:

Mokro i widoki zerowe:

To już na Slavicu:

Chata Slavic:

Tak wyglądały moje nogi:


A tak rowery:

No to jeszcze zbiornik wodny na Moravce: