Javorovy, pod Kaluzny
-
DST
63.50km
-
Teren
20.00km
-
Czas
03:30
-
VAVG
18.14km/h
-
VMAX
54.00km/h
-
Temperatura
25.0°C
-
Podjazdy
880m
-
Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzisiaj miałem trochę roboty po miejscu. Rozwoziłem małym MANem towar po Śląsku. Sosnowiec, Gliwice i Rybnik. Umówiliśmy się z Bartoszem o 16:30 na coś w okolicach Javorovego. Wpadłem do domu o 16:20. Niecałe 10 minut zajęło mi przełożenie i napompowane dwóch opon w rowerze. Powiesiłem torebkę z zapasową dętką pod nowe siodło (stare zdemolowałem podczas ostatniej wywrotki), porwałem leżącą na stole drożdżówkę, szybki mix herbaty, soku i dodatku wody do bidona. O 16:40 byłem pod starostwem. Chwila na regulację adaptera hamulca przedniego z racji ocierającej tarczy o klocki (rzadko zdarza mi się idealnie zamontować przednie koło tak aby tarcza nie dzwoniła podczas jazdy). Po drodze do sklepu. O 17 ruszyliśmy z Mostu Wolności. Do Reki tradycyjnie przez Ropice, Smilovice, dalej na Gutske Sedlo, trawersem w stronę Sindelni i w pewnym momencie w lewo na trawers w stronę Javorovego. Nie jechałem już tam wieki i ścieżka już trochę zarasta. Z Javorovego kawałek asfaltem w dół, potem do prava na biegową trasę narciarską do Kalużnego (prawie). Dalej zielonym szlakiem w dół do Tyry. Bartosz złapał tam snejka. Zrobiliśmy koło w kilka minut. Ruszyliśmy przez Trzyniec do Cieszyna.
Bartosz z wytężonymi łydkami :-) i poczatek podjazdu w Rece:
A przy pomocy takich pojazdow Czesi utrzymuja porzadek w lasach i naprawdę dobrze im to idzie:
My i typowa droga rowerowa w czeskich górach:
Trochę zarośnięty trawers na Javorovy:
Wspolna fotka na tle właściwego szczytu Javorovego:
Biorąc pod uwagę środek tygodnia, o godzinie 19 było nas sporo na Javorovym (jakieś 8-10 osób). O 19:30 podczas zjazdu, na górę wyjeżdżał jeszcze jeden rowerzysta:
Schronisko i Bartosz:
A tu fotka w trakcie jazdy w stronę Kaluznego po trawersie:
W niedzielę od wczesnych godzin rannych szykuje się coś w okolicach Kozubowej, Kaluznego, Javorovego i Ostrego. Kręcenie w większej ekipie.
Kategoria góry
Sucha Beskidzka i Maków Podhalański
-
DST
217.00km
-
Czas
08:50
-
VAVG
24.57km/h
-
VMAX
66.90km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Ostatnio przejeżdżałem samochodem przez Maków Podhalański i Suchą Beskidzką. Nie miałem ze sobą aparatu. Przydałby się bardzo, ponieważ piszę pracę magisterską a w tych właśnie miejscowościach budują obiekty moich szczególnych zainteresowań - mosty podwieszone. Ściągnąć foty z google albo jechać tam samochodem wydawało mi się zbyt proste. Tak więc wykorzystałem kolejną okazję aby ruszyć dwa koła na nieco dłuższym dystansie (głównie również w celu przygotowania się do wyprawy na Velką Lukę w paśmie Małej Fatry w okolicach Martina na Słowacji). Zmieniłem wcześniej opony na szosowe (1,75 cala). Po czyszczeniu napędu nasmarowałem łańcuch czerwonym Finish Linem z teflonem. Rower był w pełni gotowy do jazdy.
Miałem wyjechać jeszcze przed świtem, ale w sobotę do południa wyskoczyło mi zajęcie. Wyjechałem dopiero o 13:30 przy dobrej pogodzie choć nienajlepszej temperaturze. Było około 30 w cieniu. Po 1,5h kręcenia (37km) po "starej drodze" byłem w Bielsku. Jedno ze zdjęć w centrum:
Dalej pojechałem przez Hałcnów do Kęt odwiedzić przystanek "Lata z Radiem" Programu 1 Polskiego Radia. Niestety bramkarze nie wpuszczali z rowerami a ja nie miałem zapięcia. Pozostało oglądać i słuchać zza płotu:
Z Kęt na Wadowice i dalej DK 28 przy umiarkowanym ruchu w kierunku Nowego Sącza. Po drodze zapora na Skawie w Świnnej-Porębie:
Wlot do Suchej:
Jeden z celów mojej podróży - budowany most podwieszony na rzece Skawie:
W Makowie Podhalańskim pooglądałem trochę występów z okazji rozpoczynającego się Tygodnia Kultury Beskidzkiej (przypomniały mi się stare dobre czasy gdy byłem młodym leszczem i miałem okazję brać w czymś takim udział):
O 22:30 po posileniu się produktami z "owada" ruszyłem do domu przez Żywiec. Przy temperaturze ok. 20 stopni jechało się przynajmniej dwa razy lżej niż w dzień w słońcu. Kilometry uciekały przy prędkości nie schodzącej poniżej 30km/h. Górki wchodziły jak w masło. Czułem się jakbym dopiero co wsiadł na rower a miałem już ponad 110km w nogach. Niestety nie mogło być aż tak miło. Około północy przy dojeździe do ronda w Żywcu od strony Kobiernic/Kęt/Andrychowa nie wypatrzyłem pewnego elementu nawierzchni. Otóż jakiś mądry inżynier wymyślił wystający na około 2-3cm ponad asfalt krawężnik nie spełniający w ogóle swojej roli (zero chodnika, samo pobocze). Przy oświetleniu pobliskiej latarni i lampki rowerowej wziąłem ten błyszczący się element jako linię wymalowaną na jezdni. Chwila nieuwagi i przy prędkości około 30-35km/h podcięło mi przednie koło. Tym sposobem miałem niemiłą okazję sprawdzenia chropowatości asfaltu. A był chropowaty i to nawet bardzo. Pół biedy, że jakimś cudem wypiąłem się z pedałów SPD. Leżąc wyłożony na poboczu nie wiedziałem z początku jaka była przyczyna wydzwonienia. Zjeżdżający z ronda patrol ochrony przystanął i gość z lekkim przerażeniem w głosie krzyknął czy nic mi się nie stało. Ja na to: "Chyba nie, zaraz zobaczę". Wstałem i zidentyfikowałem ten przeklęty krawężnik. Doszedłem do wniosku, że jestem cały. Stłuczone bark, biodro i ręka z dość dużymi ranami pokrytymi (a jakże) piaskiem i syfem z drogi. Pojechałem na stację benzynową i grzecznie spytałem czy mogę się umyć. Nogi zalały się trochę krwią, ale szybko wszystko wyczyściłem i wsiadłem na rower. Ten nie ucierpiał za dużo. Róg na kierownicy został trochę przypiłowany, siodełko zniszczone (wyrwane poszycie), bidon rozwalony z wylaną mieszaniną soków marchwiowo/bananowego z dodatkiem wody i tabletki z witaminą B6 i magnezem. Patrząc na stan kasku stwierdzam, że to on uratował mi życie. Nikt mi już nie zakwestionuje używania tego dobrodziejstwa na czerepie. Poniżej miejsce unfallu z widocznymi fragmentami bidonu:
Z Żywca przez Buczkowice, Bielsko... 
dojechałem do domu w Cieszynie o 3 w nocy. Zaraz po przyjeździe zaczęło padać więc "ten na górze" chyba jednak czuwał nade mną podczas wycieczki...
Kategoria asfalt


