Marek87 prowadzi tutaj blog rowerowy

Trening techniczny z JBG-2

  • DST 46.00km
  • Teren 5.00km
  • Czas 02:41
  • VAVG 17.14km/h
  • Podjazdy 610m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 16 listopada 2014 | dodano: 22.11.2014

Co jakiś czas w Ustrońskiej Szkole MTB odbywają się zajęcia prowadzone przez ekipę JBG-2 Professional MTB Racing Team (brzmi zabójczo ale taką inicjatywą ścigowe, rowerowe, górskie szajbusy dają do zrozumienia, że mają w sobie ciut normalnośi). Chłopaki są po sezonie więc mają trochę czasu dla zwykłych zjadaczy chleba :). Niedziela zapowiadała się z opadami deszczu ale przy znośnym poranku pojechałem do Wisły Malinki pod hotel Podium (ależ wiało w twarz!!!). Ekipa JBG-2 ma tam całe swoje centrum diagnostyczne i w dodatku w okolicach żółtego szlaku koło skoczni nowowybudowany (właściwie to jeszcze w realizacji) tor/trasę do ćwiczenia techniki i siły.
Najpierw zajęcia na parkingu pod okiem Piotra Brzózki, Patryka Piaseckiego i Mariusza Michałka. Rozgrzewka, jazda po łuku (masa tłumaczonych elementów - biodra, łokcie, stopy, kolana...!!! - nie sądziłem, że to takie skomplikowane :) ). Potem slalom między pachołkami ze zwróceniem uwagi na biodra. Na końcu jazda po torze w terenie z próbą realizacji przekazanych wskazówek. Wpadł conieco pooglądać Andrzej Romański z kolegą :). Podobało mi się! Był też Andrzej i Jacek. Po treningu się rozpadało i pierwszy raz w tym sezonie wykorzystałem samochód (Andrzeja) do transportu mojego wozidła na dachu. Dzięki.
Końcowa fota z Piotrem Brzózką. Fajnie było go poznać i pogadać jak to w tych maratonach dokładają do pieca i 60km po górach robią w 3h z hakiem :).

Kilka fotek tu.



Błatnia-Szyndzielnia + trening podjazdów

  • DST 104.00km
  • Teren 30.00km
  • Czas 05:30
  • VAVG 18.91km/h
  • Podjazdy 2180m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 15 listopada 2014 | dodano: 22.11.2014

Już niewiele brakuje mi do poziomu Jakubiszona. Taka opieszałość z wpisami. Maciek - w ramach akcji "Trenuj z Markiem" (Konwą - takim typem, co to niby jest olimpijczykiem, mistrzem Polski w MTB i startował w Pucharze Świata) - wymyślił trening podjazdów w Cygańskim lesie. Marka nie było, bo się ścigał ale i tak pojechałem. Godzina zbiórki na 10 w Bielsku pod Kozią więc w drodze dojazdowej zaliczyłem czerwony szlak z Błatniej na Szyndzielnię. Podjazd z Górek Małych szlakiem myśliwskim. Jest super! Niespecjalnie trudny technicznie ale świerzbi w uda.


Z Szyndzielni w dół słynnym "Ędurowym" Dziabarem. No cóż... Kalectwo z niezłą delirką :)))).
Na treningu sporo ludzi. Była też bikerka z Gomola Trans Airco MTB Team - Agnieszka od której fajnie było się dowiedzieć jak to tam u nich wygląda.
Maciek na iście trialowym "podjeździe" a raczej podskoku. Korzenna półka o wysokości takiej, że korba ledwo się mieściła. Na około 7 prób ze dwa razy udało mi się "podjechać", choć z jazdą to miało niewiele wspólnego. Nazwałbym to raczej przeoraniem tego korzenia :). Wcześniej był bardziej naturalny podjazd z balansem ciała z któym nie było problemu.

Po technicznych podjazdach, wycieczka na Kozią i zjazd OS4 Enduro. Podobnie jak na Dziabarze. Sporo ryzyka i w dodatku kapeć w przodzie na dobiciu po zjeździe z tej ścianki. Na dole pod liściami były kamienie w które wrąbałem się jak dzik w żołędzie.

Zjazd do dołu, pożegnanie się. Podjechałem jeszcze na Dębowiec, Cyberniok aby zaliczyć singiel po zboczu do Wapienicy, który pokazał mi kiedyś Paweł. Tam dobiłem drugi raz na korzeniu i z delikatną ucieczką powietrza dojechałem do Cieszyna z dwoma pompowaniami po drodze. W domu klejenie dwóch dętek i dokręcanie kompletnie luźnych kilku szprych w przodzie. Szlag mnie trafi z tymi kołami na takich rąbankowych trasach. Niemniej jednak wypad świetny!



Szyndzielnia, Klimczok, Błatnia + gratisy

  • DST 125.00km
  • Teren 30.00km
  • Czas 07:10
  • VAVG 17.44km/h
  • Podjazdy 2228m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 9 listopada 2014 | dodano: 09.11.2014

Wypad w Beskid Śląski w okolicach Bielska. Spora grupa! To lubię!
Zielonym i czerwonym na Szyndzielnię i Klimczok. W końcówce fajny podjazd. Bikerka dała radę po raz pierwszy. Jest progres :).

Po lewej na focie gość z górskiego biegu o Złotą Szyszkę. Biegła też Dorota z ogromnym imieniem na plecach i w różowych getrach/podkolanówkach. Gardła się grzały gdy nas minęła :))). Hihiiii!!!

W stronę Błatniej...

Ciśniem!

Po drodze kapeć Patryka i kompletne zakoczenie ze spotkania dawno niewidzianego kumpla. Jadę w dół i słyszę od podjeżdżającego "Cześć Marek". Zatrzymałem się, podszedłem i ucieszyłem michę, że kumpel też jeździ. Spox :). Tak się zagadałem, że zniecierpliwiona grupa na Błatniej już czekała. Ale dzięki temu jest fajny focisz :).


Zjazd z Błatniej szlakiem Harcerskim. Jest wyrąbany w kosmos. Świetny!

W końcówce rower na plecy :). Tudzież na biodro :). Rafał walczy.

Z dołu podjazd na Palenicę z małym wypychem (z tym drugim był problem - taka ściana) i w dół po kamieniach ukrytych pod liściami. Heble gorące.

Małe jedzenie i do góry "na kamyk" czyli miejsce zwiech Marzeny nad zaporą w Wapienicy. W miejscu ogólnopojęte "rozczarowanie" ;), że po co tu było jechać, że bez sensu (z poczuciem humoru of corzzzz... :) ).

Wypad fajny, przyjemny w extra towarzystwie bielsko-cieszyńskim. Podczas pucowania roweru zorientowałem się, że kompletnie zatarte jest kółko napinające tylnej przerzutki. Niedawno wymieniałem oba. Co za badziew! Pełno brudu w środku. Prawie w ogóle nie do ruszenia. Tego dnia też źle mi się jechało. Dzień wcześniej po czechach też tak jakoś bez tego czegoś... Powód znaleziony. Wyczyściłem, nasmarowałem i kręci się jak nowe :).




Połomy

  • DST 106.00km
  • Teren 40.00km
  • Czas 06:06
  • VAVG 17.38km/h
  • Podjazdy 2275m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 1 listopada 2014 | dodano: 09.11.2014

Dawno nie byłem na Połomach. Przez Trzyniec bokami w terenie do Dolnej Łomnej, niebieskim na Skalkę, czerwonym w dół w stronę Mostów, żółtym ponownie na górę i czerwonym pod Mały Połom. Trochę wiatrołomów ale szlaki genialne. Techniczne i w ogóle wypaśne. Pod Małym Połomem trochę bagna ale dało radę z małym prowadzeniem.
Na niebieskim.


Czerwony w dół rewela, trochę po szutrach i żółtym z dołu na górę.

200m w buta z powodu oraczki po leśnikach.

Skalka

Na Połomy. Najpierw na Wielki...

Potem na Mały.

Momentami fajne single! Extra!

Na następny rok szykuje się tam trip sezonu z Bielską ekipą. Dołożymy Travny + coś jeszcze i będzie wyrypka :).




Kozubova-Visalaje

  • DST 90.00km
  • Teren 30.00km
  • Czas 05:19
  • VAVG 16.93km/h
  • Podjazdy 1595m
  • Sprzęt Górska szosa
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 26 października 2014 | dodano: 26.10.2014

Niedziela bez Meridy (nie miałem czasu jeździć w sprawie piasty). Przełożyłem lacze z białej strzały do górskiej szosy i pojeździłem lajtowo z chłopakami z Cieszyna po czeskich górkach. Boże uchroń od v-breaków w przyszłości. Przecież na tym wynalazku można się skrzywdzić. Nigdy nie wiadomo czy zahamujesz. Ale porażka. Na kozubovą żółtym.



Dalej przez Kamenity na Slavić...

Pod Kozi Grzbiet...

Na Połomkę z fajnymi jak zwykle widokami.



Po fajnych szlakach...

Na Visalaje przez Moravkę i do domu.

Poprzesuwali godziny i o 16:30 już nie ma czego szukać bez oświetlenia... Ale damy radę :).



Po Javorovym i kilka innych górek

  • DST 92.00km
  • Teren 30.00km
  • Czas 04:45
  • VAVG 19.37km/h
  • Podjazdy 2086m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 19 października 2014 | dodano: 26.10.2014

Co by tu napisać... Będzie krótko. Grzegorz wymyślił jazdę po Czechach a ja dołożyłem do tego swoje trzy grosze. Nazbierało się 14 osób! Z Gutów starym niebieskim (interwałowym singlem) i dalej niebieskim na Javorovy. Ze szczytu w stronę żółtego, singlem w stronę Rzeki z szerszą końcówką...

 ...i na Gutskie Siodło. Z Gutskiego Siodła zielonym na górę.


Zacna ekipa, choć bez Grzergorza, któy nie miał dnia.

Z Javorovego zielonym obok kolejki do trawersu. Trawersem w dół, potem asfaltem w górę i szutrówą pod Ostry/Kałużny,

Dalej na Slavić, nawrót i na Kamenity. Mooocno wiało!

Z Kamenitego na Kozubovą. Udało mi się podjechać pod ten fajny podjazd po żółtym szlaku. Z Kozubovej w dół wzdłuż wyciągu i żółtym do dołu z małym odboczeniem.

Z Trzyńca przez Leszną i wzdłuż granicy w terenie do Cieszyna. Extra wypad w sporym gronie ludzi! Napotkani rowerzyści z Polski rozpoznający koszulki bbRiderZ. Dodatkowo poznany biker z Zabrza, który coś tam z nami ukręcił.
Dochodzące do moich uszu trzaski z napędu (okolice tylnej piasty) po ostatnim wypadzie na Słowacje trochę mnie niepokoiły podczas kręcenia po Javorovym. Rozebrałem piastę w poniedziałkowe popołudnie no i pech. Pęknął bębenek. Poza tym już nieźle zjechane ranty zachodzące na zapadki. Na złom z myślą o czymś nowym. ShiTmano.






Beskid Mały - Leskowiec

  • DST 192.00km
  • Teren 40.00km
  • Czas 10:44
  • VAVG 17.89km/h
  • Podjazdy 3348m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 12 października 2014 | dodano: 18.10.2014
Uczestnicy

W zeszłym roku nie udało mi się zaliczyć Leskowca. Trochę przegiąłem z moimi możliwościami. „Przedżarowe” Gaiki i Hrobacza zjadły mi nieco czasu (archiwalny wpis z tego wypadu jest tutaj). W tym roku postanowiłem nadrobić zaległości. Jesień to piękna pora roku. W połączeniu z Beskidem Małym pomysł wydawał mi się trafiony (taki zresztą był). Ostatni dzwonek na dłuższy wypad. Jednak od początku nie układało się jak należy. Wyjechałem z domu około 03:30 zabierając ze sobą komplet dodatkowych aku AAA i w razie „W” czołówkę zakupioną kiedyś w biedrze. Już w Dzięgielowie przednia lampka ledwo co świeciła. Wymieniłem 3 aku, ujechałem do Goleszowa… znowu ciemność. Zapomniałem po prostu naładować akumulatorków. Leżały długo w półce w pudełku i myślałem, że są ok! No to czołówka na kask i już było względnie jasno przed rowerem. Do Wisły, przez Salmopol (jako tako), Szczyrk, Buczkowice, Tresną…

… do Międzybrodzia Żywieckiego. Z Międzybrodzia po trasie jaką bbRiderZi robili 5 kwietnia (ja nie mogłem). Podjazd zielonym do czerwonego biegnącego z Żaru na Kocierską. Tym sposobem minąłem nudny, asfaltowy wyjazd na Żar (jak i samą górkę na której byłem już kilka ładnych razy). Szlak dał zdrowo po nogach. Super, choć trochę ślisko.

Pogoda bez euforii. Sporo mgieł i słaba przejrzystość powietrza. Z zielonego na czerwony...

... z widokiem na Żar...

Czerwony w stronę Kocierskiej z małym odboczeniem i przelotem przez niebieski (kwietniowe urozmaicenia Karela). Na początku przyjemnie po trawersie po czym przed oczami ukazała mi się piękna kamienista sztajfa. Na moje siły raczej do wyjechania ale objechało mi koło na śliskich kamieniach i skapitulowałem. Potem fajnie do niebieskiego i niebieskim powrót do czerwonego.

Dalszy czerwony z króciutkim butowaniem i do Przełęczy Kocierskiej z rogalem na twarzy. Szczególnie zjazd z Kocierza do przełęczy utkwił mi w pamięci. Fajnie po kamieniach. Poza tym świetny klimat! Na Przełęczy Kocierskiej chwila na jedzenie i smsa do Karela aby zwlekał się z łóżka. Już wysyłałem gdy ten zadzwonił wstając z wyra :). Mieliśmy się spotkać na przełęczy. Jakoś szybko mi zeszło aby tam dotrzeć no i ostatecznie zgadaliśmy się na Leskowcu.
Przełęcz Kocierska i granica Śląska z Małopolską.

12 października i na krótko.


Jacyś ędurowcy.

Z Przełęczy Kocierskiej w stronę Potrójnej. Nareszcie trochę słońca i jeszcze lepszego rowerowania!
Nie potrafiłem jechać „po ludzku”. W tak pięknej scenerii non stop się rozpraszałem!


Tu zdjęcie, tam krótki postój. W tym momencie człowiek wie, że żyje!

Nie wiem dlaczego w zeszłym roku nie podjechałem pod Potrójną. W tym bez przeszkód. Na górze słabawo z widokami (a wiem, że jest co oglądać). No szkoda. "Może następnym razem".

Z Potrójnej zjazd w stronę Łamanej Skały.

Okolice rezerwatu Madhora/Łamana Skała. Fajne, techniczne szlaki! Miejscami wymiękłem.

Właśnie na Łamanej Skale zakończyłem zeszłoroczny wypad w Beskid Mały. Zaraz za nią w stronę Leskowca było miażdżąco pod względem terenu i uroków jesieni!



Chwilę potem zderzyłem się z Karelem, który wyjechał pod Leskowiec i przemierzał czerwonym w moją stronę. Kilka kilometrów wspólnej jazdy po mniej więcej czymś takim...

... i Leskowiec zaliczony.

Tutaj było jeszcze fajnie. Po zjechaniu do schroniska kompletny paraliż umysłu. Dawno nie widziałem tylu ludzi w górach w jednym miejscu. Pod schroniskiem aż kipi od religijności tej górki. Pełno symboli papieskich, mnóstwo wiernych, jakieś msze itp. Dodatkowo rajd (też pewnie związany z Papieżem). Ja akurat nic do tych spraw nie mam ale Kuba – Tobie współczuję. Wcale się nie dziwię, że unikasz bywania tam w niedzielę. Hyhyyyy. Szybki przelot na górę i trochę mniej ludzi.
Widok w stronę Inwałdu. Gdyby mi się chciało kadrować to słupa nikt by nie zobaczył. W wizjerze go nie było :).

Zjazd z Leskowca w stronę Gancarza wśród przeogromnej ilości podchodzących ludzi. Nie dało się normalnie jechać a sam szlak był świetny! Z kolei zjazd z Gancarza przy mocno grzejących się heblach (fajna ściana). Na samym dole czuję podsterowność roweru a już po chwili widzę brak powietrza w przednim kole. Wariant defektu najgorszy z możliwych – defekt dętki przy wentylu. Przy całkowitej pewności siebie wyciągam z torebki nową dętkę, pompuję a tu nic. Pompką Karela też nie idzie. „Pewnie wentyl felerny i przez niego ucieka”. Karel ratuje mnie swą potrójnie łataną a i tak nieco dziurawą ;) dętką. Dojazd do Andrychowa udany, przekręcenie wentyla ze zdefektowanej dętki i dalej bez efektu. Karel wyciąga swoją wielką pompującą rakietę. Dwa dmuchnięcia i już wszystko jasne. To co on pompował ja czułem na swojej nodze. Dziura na 0,5cm w „nowej” dętce nieco przetartej przez znajdujące się w torebce narzędzia. Kapcia nie złapałem od grubo ponad roku (może i dwóch) i teraz wiem, że warto czasem zajrzeć w to co się wozi pod siodłem. Po załataniu tej dziury – giganta były jeszcze dwie mniejsze. (fot. Karel)

Po zaklejeniu wszystkiego, włożeniu do obręczy i pompowaniu puściła największa łata (zbyt wielka dziura). Karel użyczył mi swej innej zapasowej dętki i do Cieszyna było już bez problemu. Wcześniej jeszcze mega podjazd pod ul. Wesołą w Andrychowie... (fot. Karel)

... i przelot górami przez Trzonkę do Porąbki (fajne, interwałowe szlaki).

Z Porąbki (gdzie się pożegnaliśmy) do Międzybrodzia i przez Przegibek, Bielsko, bokami do Cieszyna.
Wypad jak najbardziej udany choć ciut pechowy. Strach pomyśleć gdybym całość jechał sam! Mało tego. Gdybym złapał kapcia na ostatnim wypadzie na Słowację… Człowiek jeździ trochę dalej i ma trzy wielgachne dziury w zapasowej dętce. Dobrze, że tak się to skończyło! W innym wypadku dzwoniłbym bo cieszyńskie, samochodowe assistance. Dzięki Karel za wszystko! Leskowca mi brakowało do pełnej satysfakcji z tegorocznego sezonu rowerowego! Beskid Śląski, kilka razy  Żywiecki, Mały... Trochę zaniedbane czeskie górki ale sporo jazdy w Polsce. To przecież jeszcze nie jest koniec, choć jakichś dłuższych wypadów już nie planuję. Było super!



Javorovy z Ludziem

  • DST 61.00km
  • Teren 15.00km
  • Czas 04:02
  • VAVG 15.12km/h
  • Podjazdy 1061m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 5 października 2014 | dodano: 17.10.2014

Ostatnio mam sporo na głowie i brak możliwości jakiegoś regularnego (w miarę) kręcenia. Jedynie w niedzielę. W tę akurat byłem po nocce (załadunek auta do Włoch) i przed kolejną (wyjazd do Włoch o 22) a więc towarzysko pokręciłem z Ludziem po bliskich górkach. Ludź dawno nie jeździł i potrzebował nieco czasu na rozruch. Dużo błota, ślisko ale wesoło :). Od Tyry szutrówą pod Ostry, przez Kałużny na Javorovy. Zjazd zielonym do Gutów. Oj jakie tam były jęki... Że to się nie da jechać... Że nierówno... Że trzęsie... :))))). Dzięki!





Beskydsko-Javornicka Bezecka Magistarala

  • DST 174.00km
  • Teren 90.00km
  • Czas 13:07
  • VAVG 13.27km/h
  • Podjazdy 4182m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 28 września 2014 | dodano: 17.10.2014

W ubiegłym roku jadąc po zostawioną pompkę w Koprzywnicy (po Drtiću 2013) natknąłem się na Konećnej na tablicę prezentującą magistralę biegową (narciarską) po stronie słowackiej. Zrobiłem focisza owej tablicy i przeanalizowałem trasę na czeskim Cykloserverze. Pomyślałem żeby ją przejechać na rowerze. Siedziała mi w głowie aż do niedawna. Postanowiłem się wybrać. Biegowa magistrala zaczyna się za Bumbalką i biegnie aż do Cadcy po paśmie górskim Wielkich Javorników. Ma około 50km (oczywiście w terenie). Jechać przez Czadcę do Turzovki i na górę było kiepskim pomysłem dlatego dołożyłem do magistrali wschód słońca na Łysej (dzień wcześniej padało a na niedzielę miała być extra pogoda) i bez wątpienia najlepszy terenowy odcinek zeszło- i tegorocznego Drtića. Rzut okiem na historię z kamer na lysahora.cz. Wyjazd o 03:30. Asfaltami do Krasnej i szutrówami po ciemku (fajnie ;) ) na górę z końcowymi dwoma kilometrami po asfalcie. Na górze około 40 osób (w tym ekipa z czeskiej telewizji). Fajne widoki. Poniżej wschód z Tatrami na horyzoncie. Po prawej od Tatr była caluśka Mała Fatra od Rozsutców po Velką Lukę. Ponoramy nie dało się zrobić, bo padł mi wyświetlacz w aparacie – robiłem przez wizjer. Ciężko było w ogóle uruchomić „na czuja” tryb panoramiczny z menu.

Mała Fatra

Mgły przedzierające się przez zbiornik Szańce do Frydlantu.

Na górze trochę czasu mi zeszło. W dół czerwonym z przechodzeniem przez barierki wzdłuż asfaltu. Super kamerdolnia, szczególnie w górnej części. W drodze na Visalaje z rana same rarytasy.



Podjazd pod Biały Krzyż z zerwaniem linki przedniej przerzutki przy mocowaniu. Postrzępiła się i została na jednym druciku. Podniosłem przerzutkę 2cm do góry (aby złapać linkę). Zmieniarka w tym położeniu nie działała za dobrze ale na tyle względnie, że bez problemu dało się jechać. Za Białym Krzyżem to co najlepsze czyli singlowo-korzeniście-kamieniście. Uwielbiam.


Dalej już nie było tak kolorowo. Sporo wilgoci, błota, grzebania się. Po drodze barany...

... a za nimi kilkukilometrowy, rozdeptany przez nie szlak (a raczej błotnista breja). Przez chatę Kminek (z przerwą na jedzenie)...

... Masarykovą do Bumbalki. Koniec trasy Dtrtića i przejazd w stronę Makowskiej Przełęczy przez Trojaćkę. Potem dalej wzdłuż granicy w sporym błocie i w bardzo mokrych warunkach przez Lemesną z minięciem pięciu czeskich MTBków… 


… i przez przełęcz pod nią na stronę słowacką. Pod Hricovcom początek magistrali.


Na magistrali mokre tereny w lesie (sporo błota i grzebania się z uślizgami) oraz nieco bardziej suche na otwartych przestrzeniach. Fajne widoki po drodze na Małą Fatrę i dalsze pasma górskie w kierunku południowo-zachodnim (w tym na Klak). Na trasie.


Osada Gregusovci i widok na Małą Fatrę.

Dalsze widoczki po drodze. Łysa (na środku) i Travny.

Górki na południowy zachód od Małej Fatry. W tym najwyższa górka mniej więcej na środku to chyba Klak (1352m n.p.m.).

Trochę po łąkach…

… i w błotku.

Takich bagnistych miejsc w drugiej części magistrali było naprawdę multum. Na zdjęciach nie widać ale piszę poważnie. Co chwilę schodziłem z rowera w pełni podirytowany tym stanem rzeczy. Kompletne nieporozumienie. Drogi rozjeżdżone, rozorane przez traktory, motory, quady i inne maszyny. Tor przeszkód czasem nie do obejścia! Po drodze niezliczone ilości tych pojazdów. Słowacy urządzają sobie tamtędy chyba rozrywkowe off’roady w ramach niedzielnej rozrywki. Wiele razy krew się we mnie gotowała… Karabin i strzelać!
Jakubovski Vrch i widok w stronę polskich i czeskich górek. Skrzyczne, Barania (po prawej), Połomy (po lewej) itd...

Jeszcze raz Mała Fatra przy zachodzie słońca.

Widać też było całkiem wyraźnie Tatry (na horyzoncie).

Jeszcze wygrzebanie się na Chotarny Kopec i w dół do Czadcy. Z Czadcy już po ciemku do domu. Byłem już dosyć mocno zbity z tropu a więc jazda kompletnie na luzie.
Po tripie rower do mycia i rozbiórki. Kompletna demolka. Luz na tylnym kole okazał się poluzowanym bębenkiem. Dobrze, że się nie odkręcił bo bym był w czarnej...



Zdemontowałem i wyczyściłem (najpierw w wodzie, potem w ropie) wszystko prócz bębenka, przedniej piasty i widelca (tego akurat oczywiście zdjąć musiałem do reanimacji sterów). Suport się zatarł. Niedawno nabite nowe łożyska przestały się obracać… Pełno błota w środku. Wspaniały HTII.
Fajne, nowe tereny. Gdyby warunki były trochę bardziej suche to wspominałbym je milej. A tak to trochę mi czasem poszkubało nerwami… ;). Pod względem wysiłku (mokre warunki i kilometry w terenie) zdecydowny trip sezonu. Szkoda, że samemu… Mnóstwo czasu spędzonego przy rowerze. Nie ma jak potripowy (niczym po/przedsezonowy) serwis roweru... 90km (+-5km) w terenie. 100km w pionie w tym roku strzeliło. Więcej fotek (również ze wschodu słońca) tutaj: Fotki



Kilka czeskich górek

  • DST 98.00km
  • Teren 40.00km
  • Czas 06:21
  • VAVG 15.43km/h
  • Podjazdy 2074m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 21 września 2014 | dodano: 21.09.2014

Tylne koło zrobione u Remika. Szprychy ponaciągane. Ostatni odcinek pancerza uszczelniony końcówkami z noskami (nie do zdobycia w Cieszynie!) i koszulką termokurczliwą. Dosyć zmieniania pancerza co każdy błotnisty wypad!
Ostatnio nie mam możliwości na jakiekolwiek aktywności rowerowe. Z pozostałymi też krucho. Szał z eksportami do Włoch. Pełno telefonów. Gorzej z powrotami ale mamy taką stałą jedną robotę no i od 3 tygodni wolne tylko niedziele. Reszta poza granicą :/.
Niedzielne kręcenie po czeskich górkach. Trochę w górę, trochę w dół. Można byłoby prościej no ale trzeba sobie dawać w tyłek i tłuc coś w pionie. Pod Javorovym uratowałem Czecha z urwanym łańcuchem. Nie miał bidula zakuwacza. Strasznie dziękował. Chciał postawić piwo ale... zamiast tego popedałowaliśmy trochę razem. Jazda na tripie kompletnie bez polotu, sił, chęci. Nogi, głowa - nic nie funkcjonowało. Do wymazania!

Z Gutów na Gutskie SIodło, zielonym na Javorovy. Dalej na Sindlenę, pod Kałużny... Sporo błota i "bahna" jak się dowiedziałem od knedli jadących w odwrotnym kieruku.

...pod Ostry...

...w dół do Kosarzysk żółtym i w górę na Kamenity, Slavić, pod Połomy z małym błądzeniem po dzikich trawersach.

Spod Połomów do Moravki i na koniec przeklęty niebieski na Kotaż. Szlag, bo jest skubaniec ambitny w pionie. Wyjechane z 2 czy 3 postojami. Tfu!
 
Z Kotaża niebieskim do Komornej i do Cieszyna (od Moravki już przy hałasującym napędzie).
Na tripie generalnie padacznie ale morda i tak ucieszona. Przerzutka działa jak ta lala. Poskutkowało z uszczelnieniem.