Zebrzydowice - Biedronka i Młyńszczok
-
DST
41.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:44
-
VAVG
23.65km/h
-
Podjazdy
260m
-
Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Podczas ostatniej jazdy trzeszczała niemiłosiernie korba oraz bloki w pedałach SPD. Rozebrałem korbę, przeczyściłem wszystko co się dało. Odkręciłem bloki z butów czyniąc to samo.
Dziś piątek i wreszcie wolny weekend. Pojechałem dziś do Zebrzydowic w błogiej ciszy napędu, choć bloki czasem się odzywały. Na zakupy do Biedry we wspomnianych Zebrzydowicach (w Cieszynie za blisko) - zaopatrzenie przed planowanym jutrzejszym wypadem w Beskid Mały (Leskowiec). Potem pojechałem zobaczyć na staw Młyńszczok. Ceny pożyczenia kajaka względne. Skoro w Cieszynie taka przyjemność kosztuje 10zł/30min (areał malutki) to 8zł/1godz w Zebach wypada raczej względnie. A jest po czym machać wiosłami.
Ślad dopiero od Małej Łąki bo zapomniałem skasować ostatniego. W drodze powrotnej nieźle mi dolało. Nie chciało mi się czekać to przyjechałem cały mokry.
Młyńszczok od zachodu
© Marek87
Młyńszczok od zachodu nr.2
© Marek87
Młyńszczok ze wschodniej strony
© Marek87
Kozubova, Ostry
-
DST
67.00km
-
Teren
15.00km
-
Czas
03:45
-
VAVG
17.87km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nie mam ostatnio w ogóle czasu na jeżdżenie. Non stop w trasie. Rzadko na miejscu. We wtorek od 5 na nogach, 600km autem. Zjechałem do domu po drodze wykręcić pauzę. Po przybyciu z buta z granicy pojechałem przed siebie na rowerze. Ruszyłem przez 17 a więc króko po górach. Na Kozubovą, przez Kałużny i na Ostry.
Podpatrzyłem u k4r3la inny serwis mapowy. Jest więcej informacji uzyskanych z GPSa. Nie wiem skąd brany jest czas ruchu, bo we wpisie umieściłem to co jest w Garminie. Navime.pl liczy jakoś inaczej:
Widok na nasze góry z Trzyńca Gutów:
Widok od Czantorii przez Soszów po Stożek. W tle Skrzyczne
© Marek87
Podjazd na Kozubovą od Milikova trasą 6082. Nad Milikovem rozwidlenie.
Rozjazd na szlaku
© Marek87
Dalsza część podjazu:
Szlak na Kozubovą (tutaj płasko)
© Marek87
Widok na Jabłonków i Ochodzitą:
Widok na Istebną
© Marek87
Nieco na prawo Mała Fatra i Wielka Racza:
Widok w stronę Małej Fatry i Wielkiej Raczy
© Marek87
Chata na Kozubovej:
Chata na Kozubovej
© Marek87
Tablica upamiętniająca polskiego inicjatora wybudowania chaty
© Marek87
Żółty szlak z KOzubovej na Kałużny. W przeciwną stronę nie za bardzo pod rower. W dalszej części stromo.
Zółty szlak z Kozubovej w stronę Kałużnego/Kamenitego
© Marek87
Dobre wyposażenie obserwacyjne przy chacie Kamenity. Można chwilę poleżeć:
Przy Chacie Kamenity
© Marek87
Z Kamenitego przez Kałużny do chaty na Ostrym:
Chata Ostry
© Marek87
W drodze powrotnej na zjeździe strzeliła mi szprycha w przednim kole. Następna przygoda była gorsza. Jadąc do Wędryni przez las perfidna pszczoła/osa (bądź inny włochowaty owad) zderzył się z moimi wargami. Pęd powietrza skutecznie trzymał tego latającego stwora na ustach. Zanim się zorientowałem i zdmuchnąłem (1-2sek) to coś postanowiło mnie użadlić. Warga trochę spuchnęła... Dobrze, że to coś nie wleciało do środka bo byłoby kiepsko.
Ogrodzona i Mały Javorovy
-
DST
64.00km
-
Czas
03:29
-
VAVG
18.37km/h
-
VMAX
52.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Piątek wolny - obowiązkowa przerwa w prowadzeniu samochodu (tachografu cyfrowego nie oszukasz). A jak wolne to załatwianie. Po części rowerem do Ogrodzonej (ostatnio urwało mi przewód pneumatyczny zasilający naczepę co unieruchomiło skutecznie samochód). Potem korzystając z okazji przez Bażanowice, Leszną do Trzyńca i na Mały Javorovy. Temperatura grubo ponad 30. Trochę się napociłem.
Ostatnia obrona pracy mgr na 5 utwierdziła mnie w przekonaniu, że jednak za ten trud coś od życia mi się należy (tytuł: Wyznaczenie dynamiki obiektów mostowych na podstawie badań interferometrycznych i fizykalnych). Tak z marszu bym tego wynalazku nie kupił ale nie po to człowiek pracuje itp itd. Mowa o towarzyszu podróży jakim jest Garmin Dakota 20 (nawigacjo- GPS data logger). Stary licznik Bikemate odmawiał współpracy jak poczuł trochę wilgoci. Myślałem nad bezprzewodową Sigmą, potem Holuxem 245. Po namowach znajomych padło właśnie na Garmina. Nie jestem zwolennikiem takich gadgetów (używam zdezelowanego tel. komórkowego, który jednak całkowicie mi wystarcza). Nie chcę widzieć żadnych smartfonów i innych wynalazków na których poprawne napisanie smsa graniczy z cudem.
Próba Garmina wypadła ok. Średnie trochę niższe niż na liczniku. Dane z GPS a więc full real ze współrzędnych. Czuły odbiornik GPS, który jednak w lesie ma problemy objawiające się "skaczącymi" prędkościami. Tzn raz pokazuje 2km/h, za chwilę 15km/h... ale ogólnie ok. Mapy muszę wgrać ale to potem, bo trochę jest z tym zabawy. Fajny gadget ale za niemałe pieniądze. Myślę, że jednak warto tym bardziej, że to do tak wspaniałęgo wynalazku jakim jest ROWER (choć nie tylko). Świetną sprawą jest przeklikanie trasy na cykloserwerze z możliwością exportu GPX z importem do garmina i jazdą jak po sznurku (nie jestem zwolennikiem nawigacji w samochodach na szybę ale w rowerze to bardzo praktyczne rozwiązanie - nie mówiąc o niszczejących papierowych mapach). Dziś 4h godziny i zasilania ubyła 1 kreska (z 4 - 1 raz naładowane aku). Więc podawane 18-20h przez producenta jest realne.
Ogrodzona przy sklepie z częściami:
W drodze do Bażanowic:
Garmin:

Źródełko na trawersie na Javorovy- czyli łeb pod wodę, koszulka również. Można się nawet napić z kubka (prawie standard w Czechach):
Javorovy:

Zielonym szlakiem z Javorovego na Gutske sedlo i do Rzeki:
Ceskoslovensky masakr - Koprivnicky Drtić 2013
-
DST
127.00km
-
Teren
80.00km
-
Czas
09:03
-
VAVG
14.03km/h
-
Podjazdy
3540m
-
Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Mój pierwszy maraton MTB. Niezawodniczy, na orientację w celu sprawdzenia swoich możliwości.Taka czeska górska sieczka po górach.
Spora frekwencja. 740 osób na starcie z 980 zapisanych.
O 6 rano docieramy do Koprzywnicy. Odbiór numerków startowych, mapy oraz napoju regeneracyjnego.

Przygotowania:
Mapa trasy:
Z drugiej strony papierowej mapy miejsca na punkty kontrolne zdobywane w trakcie jazdy (pieczątki w chatach - tam gdzie oznacznia K1-K7 na mapie papierowej powyżej). Dodatkowo miejsce na tzw. tajne punkty kontrolne, których lokalizację znał jedynie organizator (oznaczone żółtą tablicą "K" przy której były dziurkacze - widać poniżej po prawej stronie obok pieczątek - 2 sztuki). Chodziło o to aby nikt nie szedł na łatwiznę i nie jechał po innej trasie niż ta wyznaczona - oficjalna.
Czterech śmiałków na starcie:
I sporo innych zapaleńców:
Ludzie w przeróżnym wieku na zróżnicowanym sprzęcie. Widziałem i grupę alivio z V-reakami po spece, cannondale i inne wynalazki na fullu lub sztywniaki. Jednak myślę, że 80% dwukołowców zaopatrzonych było w hydrauliczne hamulce tarczowe.
Start 7:30. Fota organizatora (drticbike.cz)
Początki fajne. Mokro, błoto - żeby rozdziewiczyć tą czystość rowera i napędu. Po drodze bardzo dużo defektów. Od kapciów po łańcuchy, przerzutki...


Ondrzejnik poszedł gładko. Kolejka po pieczątkę była spora.
W dół do Frydlantu i niebieskim szlakiem na Ivanceną. Po drodze "bufet piwny".
No nie mogłem się oprzeć i wchłonąłem z 250ml Żubra.
Mogiła na Ivancenej:
Z Ivanceny trawersem do asfaltu i na Łysą. Jak podjeżdżałem to chłopaki już grzmocili na dół z prędkością ok 70km/h.
Kralovna Moravskoslezkych Beskyd 1323m n.p.m

Na Łysej smaczku dodawał potencjalny napój regeneracyjny wieziony w plecaku (ten od organizatora). Jak go spróbowałem to myślałem, że zwymiotuję. Smak nie wiem czego. Wody z ludwikiem! Okropność! Czytając tekst na puszce - czego to ten napój nie robi - wypiłem z krzywizną na twarzy...
Z Łysejna Biały Krzyż. Z Sulova do chaty Kminek w środku dnia przy 26 stopniach w cieniu po czerwonym szlaku miałem niezły kryzys. Teren dosyć ciężki, wooolna, dłużąca się jazda. Trwało to z 2 godziny. Poprawiło się znacznie po wypchaniu się dwoma bułkami, bananem, lionem, pączkiem, 0.5l (2 tabletki) multiwitaminy z biedry. Do tego 0.5l Kofoli na Bumbalce i było względnie. Do chaty Martinak z Bumbalki też ok. Cała ta tułaczka po górach wypełniona była myślami o końcowym podjeździe na Pustevny. Jak się jednak okazało, że chata Martinak jest na ok 750m n.p.m. a na Pustevny prowadzi 9km asfaltowego podjazdu z końcówką terenową po czerwonym szlaku i w dodatku ŁĄCZNE przewyższenie to 250m... malina - "som my w doma"!! Czesi też zgodnie potwierdzali - "to je hovno" ;-). A więc przy chacie Martinak kolejne 2 bułki, 2 paczki sezamków i cos tam jeszcze + kolejne 0.5l Kofoli. Nie wiem co ta podrabiana czeska Cola ma w sobie ale daje kopa. W drodze na Pustevny wyprzedziłęm chyba z 20-30 bikerów. Czułem się jakbym ledwo wsiadł na rower. Nie rozumiem tego trochę, że raz padam z nóg i mam mdłości na widok jedzenia a za niedługo jedzie mi się wyśmienicie. Z Pustevnego górskimi trawersami w stronę Frenstatu pod Radhostem (po drodze tajny punkt kontrolny). Do mety docieram pod wieczór ok. 19.
Dostałem trochę po dupie ale cały czas trzymała mnie jednak myśl, że nie po to przyjechałem na Drtic żeby się poddać i skrócić drogę do mety. Wszystkie punkty zaliczyłem jak i kilka fajnych rozmów po drodze z Czechami. I jeszcze jedno. Bezproblemowa technicznie jazda do mety. Żadnych strat. Owszem, zjazdy pokonywane ostrożnie (niektórzy, szczególnie na dwudziestkach dziewiątkach szli na łeb na szyję) ale ani kapcia ani nic. Biorąc pod uwagę trudność terenu (kamienie, korzenie na czerwonym szlaku) i stan porządnie zjeżdzonych opon jestem trochę zaskoczony. Było warto! W przyszłym roku na pewno tam wrócę! Szczególnie, że impreza jest bardzo dobrze zorganizowana! Uzyskane miejsce 150 na 740 oceniam bardzo pozytywnie, tym bardziej, że jechałem na luzaka bez świadomości o notowaniu kolejności dojechania do mety.

Zdjęcia lepszej jakości (ja robiłem zdezelowanym telefonem) są własnością Kazika. Dzięki!
Próba hamulców po Cieszynie
-
DST
6.00km
-
Czas
00:20
-
VAVG
18.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Blisko dwa tygodnie bez jeżdżenia. W międzyczasie sporo pracy, obrona pracy magisterskiej (na 5 ;) ), modyfikacja hamulców. Właśnie. Byłęm trochę niewtajemniczony w tą kwestię przy kupowaniu roweru. Okazało się, że żywiczne okładziny w hamulcach hydraulicznych to jest kicz dobry na dojazdy do sklepu. Ewentualnuie niewielkie górki. Makabryczne zużycie (na ostatnim tripie w Boże Ciało zeszła połowa okładzin). Zakupy w XTRabike. Dwie tarcze SM-RT79 180mm + adapter hamulca tylnego PM na 180mm, 2 x metaliczne klocki E01S, olej do amortyzatorów Brunox Deo, rękawiczki i coś tam jeszcze. Szybki montaż i krótka próba po Cieszynie. A to wszystko po to by na następny dzień nie mieć niespodzianki na Kprivnickim Drtiću.
Deszczowy, górski, czeski off-road
-
DST
85.00km
-
Teren
25.00km
-
Czas
05:15
-
VAVG
16.19km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzisiaj wolne (Boże Ciało). Pogoda niepewna. W poważaniu miałem te przepowiedzi burz, gradobicia i innych "okropnych" zjawisk atmosferycznych. Zderzenie z Bartkiem o 7:30 i do Smilovic na miejsce zbiórki z dwoma kolejnymi potencjalnymi bikerami. Zaczęło mocno padać. Cierpliwość nasza się opłaciła i we dwóch pojechaliśm,y mokrym asfaltem do Ligotki Kameralnej, dalej żółtym na Prasivą. Z Prasivej apogeum wilgoci, błota, mokrych korzeni (szczególnie z Szyndzielni w stronę Kałużnego). Dotarliśmy po niezłej zabawie czerwonym szlakiem do Slavica iii... Miało być dalej czerwonym szlakiem w stronę Małego Połomu ale... szlak przestrzeliliśmy i zjechaliśmy do Moravki. Chyba trzeba było bić ze Slavica wzdłuż wyciągu na dół ale oznaczenia zero... Dalej przez Prażmo, Komorną, Hnojnik, Ropice do Cieszyna. Warunki ciężkie ale satysfakcja przejechania tych kilkudziesięciu kilometrów po górach w stanie (za przeproszeniem) upierniczonym - ogromna. Warto było, choć jak patrzę na dwa koła wołające "Doprowadź mnie do stanu używalności..." Hmmm...
A tu kilka fotek:
W oczekiwaniu na lepszą pogodę w sklepie w Smilovicach: czeski Kravsky i Konsky Hnuj. GRANULOWANY! ;):
Żółty szlak na Praszywą całkiem przyjemny z dwoma micniejszymi podjazdami. Na górze:
Bartek ciśnie:
Po drodze:
Chata Ropiczka (nieczynna) i zaspokojenie potrzeb żołądka:
Mokro i widoki zerowe:
To już na Slavicu:
Chata Slavic:
Tak wyglądały moje nogi:

A tak rowery:
No to jeszcze zbiornik wodny na Moravce:
Kopytov
-
DST
92.00km
-
Teren
10.00km
-
Czas
03:58
-
VAVG
23.19km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Środowe popołudniowe kręcenie. Wyjazd przed 17 przez Kaczyce do Karvinej. Chciałem przez Zebrzydowice ale coś spierniczyłem i za wcześnie wylądowałem za granicą. Trzeba było podciągnąć dalej na północny wschód. Za przejściem wlot na 6110 i przez Petrovice do Detmarovic (6258). Dalej znanymi już szutrówkami wzdłuz Olzy aż do granicy PL-CZ (autostrada D1-A1). A to dlatego, że we wiosce Vernovice patrząc na przydrożną mapę zamiast jechać asfaltem puściłem się wałami Olzy. Błąd. Masa błota, kilka dobrych kilometrów wolno, po mokrej, bezkształtnej brei rozjeżdzonej przez maszyny leśno-budowlane. Średnia z 26 spadła do 21... a rower... to za chwilę. Na końcu przedarłem sie przez krzaczory i wylądowałem na połaczeniu Olzy i Odry (podobnie jak daniel3ttt stosunkowo niedawno). Powrót główniejszymi drogami z napierającą z tyłu burzą. W Karvinej to co było na łańcuchu wyschnęło i dojazd do Cieszyna przy wspaniałym koncercie napędu. Brrrr. Nie znoszę tego pisku.
Elektrownia w Detmarovicach i cztery chłodnie kominowe. Te kolosy w takiej formie stoją głównie za sprawą swego kształtu w formie hiperboloidy obrotowej. Na dole grubość powłoki ok 35cm a na górze ok. 15. W środku zraszalnik z krórego lecąca woda w czasie opadania się wychładza. Zimna opada do basenu a stamtąd pompami pompowana jest do obiegu chłodzącego maszyny.

Ja gdzieś wzdłuż wałów Olzy.
Połączenie Olzy i Odry nieopodal wioski Kopytov:
A to już rower. Shimano twierdzi, że suport Hollowtech II jest lekki, wytrzymały i sztywny. Co do pierwszego się zgodzę, pod rugim powinna być giwazdka *nie dotyczy użytkowania w warunkach jak na zdjęciu poniżej, a trzeci argument - nie wiem.
Filipka, Bahenec, Girova
-
DST
94.00km
-
Teren
25.00km
-
Czas
05:34
-
VAVG
16.89km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela też w górach. Z Cieszyna z chłopakami przez Kojkovice, Trzyniec, wokół Prasivej hory do Nydku, skąd na Filipkę. Dalej na chatę Bahenec, w dół do Pisku i czerowym na Girovą. Zrób to chłopie na piechotę w jeden dzień - to je nenimozne. Jechało mi się średniawo, bez polotu. Może to przez słabe śniadanie i w sumie niewielki posiłek po wczorajszych górkach (jedynie zupa). Od Filipki, gdzie wchłonąłem 2 banany i 2 kanapki było już względnie. Na dojeździe do chaty Bahenec armageddon - Mała Fatra, Tatry, Wielka Racza... jak na dłoni. Powrót przez przełęcz Jabłonkowską do Cieszyna bokami. W górach wielu rowerzystów to też dużo pyłu i zamętu. Miałem wrażenie, że pisi turyści zaraz nas zjedzą. Usuwali się na boki i czekali czasem dobre kilkadziesiąt sekund zamin zrobiło się spokojnie.
Podjazd na Filipkę. Ale jestem sexy... ^^ ;) (fot. J. Tomczyk)
Na górze Filipki, też fota Jacka:
Z Filipki w stronę Bahenca, w tle Stożek:
Panorama na dojeździe do chaty Bahenec:
W dół. W tle bardzo dobrze widoczna Mała Fatra. Po lewej Wielka Racza:
Chata Bahenec. Shrek i Fioooona.
Chata Girova i zasłużona kofola.
Więcej zdjęć potem.
Ustroń i czeskie góry
-
DST
120.00km
-
Teren
20.00km
-
Czas
06:10
-
VAVG
19.46km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Sobotnie kręcenie w grupie do Ustronia pooglądać rowerzystów szosowych pociskających w pucharze Równicy. Potem przez Cieszyn, bez zjeżdżania do domu pod Javorovy, asfaltem na górę i szczytami przez Szyndzielnię, Ropiczkę na chatę Kotaż. Zjazd trawersami do Komornej (ostatnio nimi jechałęm w drugą stronę) i przez Hnojnik, Ropice do Cieszyna. Brakłoby mi tu miejsca na te "achy" i "ochy" po czeskich górach. Kolejny raz byłem wniebozięty.
Ten hałas pracujących napędów - jak rój pszczół tyle, że w nieco bardziej "metalicznym" wydaniu:
Javorovy na górze. Widok na północ.
A to już trawersy i leśne ścieżki w stronę Kotażu.

W tle Łysa:
Nieco wyraźniej:


Hażlach, Gumna
-
DST
23.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:03
-
VAVG
21.90km/h
-
VMAX
53.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś krótko wieczorem po miejscu co by nogi nie zapomniały jak wykonywać ruchy okrężne po tym deszczowym weekendzie. Poza tym nie mogłem już patrzeć na ten stojący, oparty o ścianę rower. Z Cieszyna Rudowską na Hażlach, przez Zamarski do Gumnej. Tam zweryfikowałem poprawność ustawienia znaku "ślepa uliczka" - był postawiony prawidłowo. Dalej ul. Mleczną przez Gułdowy, ul. Cieszyńską do miasta. Potem na Banotówkę i przez centrum do chałpy.


