Marek87 prowadzi tutaj blog rowerowy

Po Cieszynie

  • DST 7.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 00:25
  • VAVG 16.80km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 27 października 2012 | dodano: 27.10.2012

Trochę po Cieszynie. Przyjemne z pożytecznym czyli na pocztę na Banotówkę z papierami. Przejażdżka połączona z regulacją zdemontowanych ostatnio przerzutek (celem ich wyczyszczenia). W Niedzielę będzie więcej. Pomimo śniegu trzeba znowu zaatakować jakieś góry.



Wielka Racza

  • DST 150.00km
  • Teren 45.00km
  • Czas 08:30
  • VAVG 17.65km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 13 października 2012 | dodano: 13.10.2012

W końcu wolna sobota więc postanowiłem zaatakować Wielką Raczę. Start o 5:20 i jazda po ciemku w mżawce a potem w lekkim deszczu. Przynajmniej do 12 opady nie ustąpiły. Generalnie trasa dała mi trochę popalić przez co uświadomiłem sobie, że cienki jestem w te klocki... Zmokłem, trochę zmarzłem na zjazdach, uwaliłem się od błota, zaliczyłem jeden upadek (gruby patyk wplątał mi się między tylny widelec a koło) i poza tym było jeszcze wiele stresowych sytuacji spowodowanych kamieniami i korzeniami przykrytymi przez liście. Ślisko, grząsko i mokro a w związku z tym większe zapotrzebowanie na energię, której zabrałem za mało (4 podwójne kromki chleba bez żadnych słodyczy). W Jaworzynce na powrocie wchłonąłem kilka energodajnych rzeczy i było znacznie lepiej. Z Cieszyna na Mosty, Sańce, przez Drahosankę do Oscadnicy (trochę na czuja), dalej zielonym szlakiem na Wieką Raczę i czerwonym do Zwardonia. Przez Laliki, Jaworzynkę, Bukowiec, Jabłonków do domu.

Kilka fotek poniżej (jakość mizerna - Nokia E65, bo mój dotychczasowy kompan w podróży Olympus C-350 odmówił posłuszeństwa...; podejrzewam uszkodzoną kartę pamięci).

Wlot na Słowację:

Drahosanka...

... i trochę słowackigo języka. Taka kartka wisiała nad ławką. Pomimo kiepskiej pogody, pojawił się rogal na twarzy:

Z Drahosanki do Oscadnicy, nic ciekawego poza gęstym mlekiem...

Początek zielonego szlaku z Oscadnicy na Wielką Raczę zapowiadał się ciekawie i taki zresztą był:

Na zielonym:

Widać trasy narciarskie (ciekawe są!):

Wyciąg z fajną nazwą ;-):

A to już szczyt Wielkiej Raczy (1326m.n.p.m.). Nadal mleko:

Pod krzyżem taka fajna płyta:

Schronisko PTTK:

Czerwonym w stronę Zwardonia (4.45h z buta na znaku a 3h rowerem w słabej dyspozycji, z jedną glebą, z przerwą na jedzenie i czyszczenie napędu - miałem szmatę ;-))

Mówiłem o błocie? Gdzie jest przerzutka?

Po 15, w trakcie przemierzania czerwonego szlaku zaczęło się wypogadzać. To fota stanu roweru w Jaworzynce.


Rower jest na tyle zmasakrowany błotem, że nie wiem od czego zacząć...



Czeski Cieszyn

Piątek, 5 października 2012 | dodano: 05.10.2012

Nie zrobiłem jednego istotnego zdjęcia do pracy, więc dzisiaj powtórka z ostatniej rozrywki. Trochę za Cieszyn na czeską stronę. Postanowiłem zrobić coś z tym moim nieszczęsnym siodełkiem San Marco ProVip (nie polecam) i założyłem na tą krótką przejażdżkę jakieś Selle B... ze starego roweru. Wydaje mi się, że jest ciut lepiej choć nie mogę tego stwierdzić bo czułem jeszcze trochę wczorajszą jazdę.
Weekend zapowiada się gites, lecz niestety, moja wspaniała robota zmusza mnie, żeby się spakować i ruszać w drogę do Włoch. Ogólnie początek jesieni jest bardzo przyjazny do kręcenia. Wspaniała pogoda, co widać na poniższym zdjęciu...



Góki - Cieszyn

  • DST 37.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:37
  • VAVG 22.89km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 4 października 2012 | dodano: 05.10.2012

Tak jak ostatnio. Rower w Cieszynie na pakę, załadunek auta w Trzyńcu, dojazd do Górek i powrót na rowerze przez Bładnice, Harbutowice, Nierodzim, Harbutowice (takie kółezko dla poznania terenu ;-) ), Godziszów, pod Chełm, Goleszów, Dzięgielów, Puńców, Cieszyn. Całość po ciemku. Po drodze mocno wiało a horyzont rozświetlały błyski nadchodzącej burzy.



Trzyniec

  • DST 17.00km
  • Teren 2.00km
  • Czas 00:49
  • VAVG 20.82km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 3 października 2012 | dodano: 03.10.2012

Wykorzystałem dziś przyjemne z pożytecznym czyli jazda do Trzyńca celem pstryknięcia fotek do pracy mgr. Chodziło o stalowy most na Olzie za Czeskim Cieszynem i tzw. łuk siatkowy czyli wiadukt na wjeździe do huty w Trzyńcu. Dalej jadąc po Cieszynie koło kajaków w stronę śluzy na Olzie spotkałem Waldka. Trochę pogadaliśmy. Wspólny powrót Aleją Łyska do domu.




Górki-Cieszyn

  • DST 27.00km
  • Teren 2.00km
  • Czas 01:17
  • VAVG 21.04km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 27 września 2012 | dodano: 29.09.2012

Ostatnio totalny brak czasu na wszystko a tym bardziej na rower. Z Górek Małych do Cieszyna przez Harbutowice, Bładnice, Międzyświeć, Ogrodzoną z nutką turystycznej jazdy z poznawaniem ścieżek "na czuja" w pierwszych dwóch wioskach.



Równica

  • DST 64.00km
  • Teren 5.00km
  • Czas 03:10
  • VAVG 20.21km/h
  • VMAX 62.00km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 7 września 2012 | dodano: 07.09.2012

Dzisiaj miałem nigdzie się nie ruszać, ale Waldek (qwerytysun) dał znać, że o 15:15 zbiórka i ciśniemy na Równicę. Jechali również Jacek i Janek. Wymusiłem lekki poślizg startu i o 15:35, po napompowaniu podejrzanie wyglądającego przedniego koła pojechaliśmy na Dzięgielów. Nie ujechałem za daleko, bo w Puńcowie złapałem kapcia we wspomnianym kole. To znaczy się niby defekt był (bo powietrze zeszło) ale w domu ani widu ani słychu. Zero bąbelków pod wodą - cisza. Dziwne to. Mniejsza z tym. Dalej przez Cisownicę, Ustroń na Równicę. W tym miejscu chcę zaznaczyć, że naprawdę nie wiem jak można wyjechać na górę w czasie 16:35 (ostatni najlepszy czas uphillu). Toż to wychodzi średnia w okolicach 21km/h a moja z 11-12km/h. Bez komentarza. Z Równicy przez Ustroń Zawodzie, Cisownicę (bokami, w lekkim terenie - nie znałem!) do domu. Opony terenowe, choć dało radę przejechać na trekkingu bądź na "górskiej szosie". Nie miałem czasu zmienić ogumienia.
Zdjęć dzisiaj nie będzie, a szkoda, bo z Równicy widać było Małą Fatrę na Słowacji i Wielką Raczę. Zapomniałem aparatu. Jutro chętnie wziąłbym udział w zawodach w Dzięgielowie (tak sobie) ale muszę cisnąć dużym autem do Włoch... ;-(.

O, widzę, że Waldek opublikował jakieś zdjęcia, które zrobił telefonem. Myślę, że nie będzie miał mi za złe, że zerżnę mu obrazek ;-). A na nim początek wymiany dętki.



Soszów, Filipka, Kalużny, Ostry

  • DST 94.00km
  • Teren 40.00km
  • Czas 05:48
  • VAVG 16.21km/h
  • Podjazdy 2130m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 2 września 2012 | dodano: 02.09.2012

Pogoda niepewna więc dziś po okolicznych górach. Dużo terenu więc tempo agonalne. Postanowiłem wykorzystać niezaprzeczalny atut rowerowania po górach czyli obskoczenie kilku górek za jednym razem - hurtowo. Wybierając się z buta (z dojazdem samochodem), zajęłoby mi to z 3 dni (trzy osobne wycieczki). W końcu trzeba byłoby wrócić do tego samochodu. A tak? No zróbcie to w jeden dzień na nogach ;-)...
Trasa: Cieszyn, Leszna, Ustroń, Wisła, Soszów, Filipka, Jabłonków, chata Kamenity, Kalużny, Ostry, Trzyniec, Cieszyn.


Zrobili nam nową drogę w Lesznej. Pierwsze wrażenie podczas ostatniej jazdy - jest super. Dzisiaj stwierdziłem, że to jednak niezły bubel. Powiedzcie mi, kto mądry robi wały przeciwpowodziowe wzdłuż drogi leśnej?! Warstwa ziemi na poboczu usypana pół metra wyżej od nawierzchni. Tylko czekać na deszcz a droga zamieni się w płynące bagno z naniesionym błotem. To tak jak z naszymi drogami. Pobocza wyżej od asfaltu i myjnie automatyczne przeżywają rozkwit. BADZIEW!!!

Gdzieś pod Czantorią. Droga z Lesznej na Ustroń:

Ustroń i zapowiadane jakieś zawody w Dzięgielowe:

Dalej taszczenie czterech liter niebieskim szlakiem na Soszów. Chwila przerwy na coś do jedzenia na górze (strasznie topornie mi się jechało - chyba spadek "formy" ;-P). Pies pod sąsiednią ławką też skosztował moich kabanosów:

Dalej w dół żóltym szlakiem do doliny z dwukrotnym zgubieniem oznaczenia (nie ma to jak wracać się dwa razy ponad kilometr do góry). Początek żółtego:

Potem było trochę gorzej... śliskie kamienie z patykami a to wszystko zarośnięte trawą:

Zjazd do doliny i podjazd na Filipkę. Dalej jadę tam - żółtym szlakiem do Jabłonkowa:

Z Jabłonkowa na Milokov i podjazd pod Kamenity. U Kamenitego (810m.n.p.m) - taką drogą wyjechałem:

Relax na ławce obok chaty Kamenity:

A to chata Kamenity i mapa rowerowa:

Dalej na Kałużny. Na nim kamień z fajnym napisem:

Typowy, czeski drogowskaz rowerowy a w tle... no właśnie:

Nie mogłem przegapić cudownego widoku, więc ustawiłem samowyzwalacz w aparacie i powstało coś takiego... wystaczy trochę mgły, słońca, lasu... i odrobina photoshopa ;-P (lekko podniesiony kontrast). Rozpłynąłem się ;-) :

Z Kałużnego taką drogą:

na Ostry. Większość we mgle. Chata pod Ostrym:

Całe ostatnie czyszczenie poszło się "paść". Rower w stanie uuuuuuupppp...apranym wymaga poświęcenia mu trochę czasu... Było miodnie, a mogło być jeszcze lepiej gdyby mój szanowny tyłek zechciał się w końcu porozumieć z siodłem. Nie wiem czy mój zadek jest nietypowy... Po zniszczeniu poprzedniego, niewygodnego seryjnego siodła XM kupiłem kolejne - San Marco Provip piankowe. Do 2h jest powiedzmy ok, potem katorga. Nie siedzi mi się za wygodnie. Bolą mnie kości miednicy. Pójść do sklepu i kupić to nie problem. Problemem jest możliwość wytestowania siodła przed zakupem. Myślę o Selle Italia XO lub Selle Italia SL. Cholera wie czy moim czterem literom będzie odpowiadało...



Filipka i okolice Stożka

  • DST 95.00km
  • Teren 20.00km
  • Czas 04:53
  • VAVG 19.45km/h
  • Podjazdy 1020m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 26 sierpnia 2012 | dodano: 26.08.2012

Miałem jechać gdzieś o 6 rano, ale z deszczem nie wygrałem. Poszedłem dalej w kimono. Wracając z kościoła Głęboką około 11:30 widziałem, że deszcz zaczął ustępować i na niebie pojawia się trochę błękitnego koloru. W domu rzuciłem okiem na mapę, krótkie pakowanie i pełen rozrywającej energii z ostatniego braku kręcenia ( ;-) ) pojechałem przed 13 pobrudzić sie trochę w górach: Puńców, Kojkovice, Trzyniec, Bystrzyca, Nydek, Filipka, Kiczory, Kubalonka, Stecówka, Istebna, Jabłonków i do domu.

Było genialnie. Trzeci raz jechałem czerwonym szlakiem od strony Stożka na Kubalonkę. Korzenie, błoto, kamienie, duuuuużo wymagającej technicznej jazdy. Po prostu poezja. Gorzej z rowerem ;-).

Ja a za mną Stożek (w trakcie podjazdu na Filipkę):

Z tego samego miejsca - klasyczna droga w czeskich górach:

W Bystrzycy zamieniłem 22 "kacki" na dwulitrowy balast w postaci Kofoli, który wiozłem do domu. Na zdjęciu kamień, który nie wymaga chyba komentarza:

Dla tych, których złapie deszcz:

Na Kiczory z początku taka droga:

Potem trochę więcej roślinności ;-) :

I z drugiej strony:

Już prawie na czerwonym szlaku Stożek - Kubalonka:

Tak wygląda Stożek od strony polskiej (często jeżdżę tam na nartach). Zdjęcie ARCHIWALNE, z wiosny tego roku (widac resztki śniegu na trasach):

Z Kubalonki dotarłem asfaltem na Stecówkę:

Ze Stecówki do Istebnej. Ten ośrodek narciarski bardzo lubi Pan prezydent Bronisław Komorowski. Osobiście nie przepadam za taką komercją w postaci basenu i ośrodka narciarskiego w jednym:

W drodze z Istebnej do Jabłonkowa zaczął padać deszcz, więc powrót trochę mokrawy. W Hradku przystanąłem na ok 20 minut co by poogdlądać chłopaków grających w piłkę (chyba jakaś okręgowa liga) i moknących tak jak ja. Niebiescy cisnęli ale to zieloni strzelili ładną bramkę. Wytrwałem do przerwy:

Kibice:

... i wieczór przy rowerze czyli czyszczenie napędu i łożyskowania sterów. To pierwsze (po 130km od smarowania czerwonym FinishLinem) przy dojeździe do Cieszyna zaczęło już nawet piszczeć a drugie podejrzliwie "chrupać". Po rozebraniu okazało się, że smaru nie było za bogato...:



Goleszów, Tuł i okolice

  • DST 44.00km
  • Teren 25.00km
  • Czas 03:06
  • VAVG 14.19km/h
  • VMAX 45.00km/h
  • Podjazdy 800m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 500-D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 19 sierpnia 2012 | dodano: 19.08.2012

W sobotę wróciłem z Tatr. Generalnie super, ale to był mój pierwszy i ostatni raz w tych górach w sierpniu. Straszna komercja, wyzysk, tłok oraz widoki niektórych ludzi idących doliną Roztoki do Doliny Pięciu Stawów Polskich w sandałach i japonkach (!). Kto wyłaził koło Siklawy do Pięciu Stawów ten chyba wie co to oznacza. Krótko mówiąc "lekki" brak stabilności na śliskich skałach z rozpaczliwie rozłożonymi rękami i cisnącymi się na usta pseudoturysty słowami "Ludzie weźcie mnie stąd jak najszybciej". No po prostu ubaw po pachy. Wróciłem do domu, wchłonąłem na wieczór tosty i po nocnych zawirowaniach w żołądku ze zwracaniem spożytego jedzenia nad ranem, pojechałem z chłopakami w nasze okoliczne okolice. Rano o 6 miałem spore obawy czy dam radę, ponieważ samopoczucie było fatalne. Generalnie na jedzenie patrzyć nie mogłem nie mówiąc już o wchłanianiu czegokolwiek. Ruszyłem z domu na czczo i dotoczyłem się na miejsce zbiórki na wylocie z Cieszyna. Nie chcąc marnować możliwości wspólnego kręcenia pojechałem z Andrzejem, Jackiem, Waldkiem i Bartoszem w stronę Dzięgielowa a potem mijając bokiem Grabową do Goleszowa. Tam zaczęły się dziwne esy floresy w wykonaniu prowadzących Andrzeja i Jacka (ta nieprzewidywalność i poznawanie nowych terenów najbardziej mnie "kręci" w tego rodzaju wycieczkach). Jechaliśmy trasami, których wcześniej w ogóle nie znałem. Świetne, szybkie szutry wąskimi ścieżkami między drzewami ze sporadycznie występującymi kamieniami i raz po raz korzeniami. Dotarliśmy do kamieniołomu pod Tułem, potem na Budzin równie interesującymi szlakami. Dalej do Czech i czerwonym szlakiem w stronę Trzyńca, przez Kojkovice, Puńców i do domu. Czerwony szlak podobnie jak wcześniej - rewelacja. No po prostu byłem zachwycony. W dodatku w trakcie jazdy coraz lepiej się czułem, pomimo tego, że nic nie jadłem - tylko piłem. Wycieczka choć krótka była mega udana. Kilka fotek z trasy:

Ja i Bartosz na Budzinie:


Polacy postarali się w końcu o dobrą drogę w stronę granicznego przejścia turystycznego:


Chwila odpoczynku:


To ja:


I w Kojkovicach: